„Istnieje mianowicie problem czysto techniczny, kiedy biały człowiek chce się wcielić w czarnoskórego. sprawy nie rozwiązuje szminka teatralna, potrzebne są mocniejsze środki. Znał się na tym John Howard Griffin. W1959 roku, udając czarnoskórego, wędrował przez cały miesiąc po Ameryce, a potem opisał swoje przygnębiające doświadczenia w książce „Czarny, jak ja”. Zmarł przedwcześnie, bo środki, które zażywał dla utrzymania przez dłuższy czas ciemnego koloru skóry, nieodwracalnie zrujnowały mu wątrobę” Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

Autor książki Gunter Wallraff jest bezkompromisowy, w swoim reportażu obnaża niemieckie społeczeństwo, wywlekając na wierzch głęboką nietolerancję oraz wyższość jednych nad drugimi. W Niemczech Wallraff znany jest jako zbieracz kompromitujących materiałów, do których wciela się w różne postacie. Autor przeprowadza czytelnika po różnych regionach od rasizmu do wykorzystywania ludzi w wielkich korporacjach. Reporter przedstawił rzeczywistość tych, którzy zostali zepchnięci przez społeczeństwo na margines, wszystko jest dobrze, dopóty jest się sprawnym trybikiem w maszynie.

„Dzielni i przystosowani członkowie społeczeństwa zawsze znajdowali sposób, by oszczędzić sobie widoku „szumowin uchylających się od pracy” – usuwali z pola widzenia bezdomnych, chorych psychicznie, alkoholików i inne osoby, które już na pierwszy rzut oka odbiegały od normy. W  miastach i na wsi. W czasach nazizmu bezdomni, rejestrowani jako „asocjalni”, wysyłani byli do obozów koncentracyjnych (akcja „Uchylających się od pracy”), gdzie traktowano ich z szczególną brutalnością. Na obozowych ubraniach nosili brązowy lub czarny trójkąt, wielu nie przeżyło tortur. Ci, którzy przetrwali, po wojnie nie mogli liczyć na odszkodowanie ani w Niemczech Zachodnich, ani w byłej NRD. Stygmat „asocjalny” okazał się trwalszy niż narodowy socjalizm.” Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

Gunter Wallraff wcielił się w swoim reportażu w Somalijczyka, w bezdomnego, zatrudnił się w Lidlu, opisał pracę ludzi w Starbucksie, zagłębił się w rzeczywistość telemarketerów. Pokazał światy, z którymi codziennie współżyjemy, ale nie zaglądamy do wewnątrz…

Samotność to coś, co telemarketer natychmiast powinien wykorzystać, czyni ona bowiem klienta łatwym łupem, zwłaszcza gdy ten w anonimowej rozmowie Weira się i zwierza. Samotność jest chorobą naszego społeczeństwa: agenci telefoniczni często niczym pomocnicy socjalni wchodzą w sprawy ludzi odizolowanych od innych, za co ci ostatni niestety słono płacą, godząc się na zakup bezwartościowych rzeczy. Branża wykorzystuje to bez litości i z całą świadomością. Na szkoleniach wpaja się agentom, że w rozmowach ze swymi ofiarami powinni budować atmosferę bliskości.” Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

Przyznam, że po przeczytaniu reportażu o telemarketingu mimo, że gdzieś się tam kiedyś interesowałam się ich praktykami zaczęłam całkiem inaczej podchodzić do wydzwaniających do mnie agentów, parę rad wykorzystuję i nasze rozmowy szybko gasną.

Często chadzam na zakupy do Lidla. Jak jest w pracy w takich sieciówkach, większość z nas słyszała, pracownicy lekko nie mają. Ale po przeczytaniu tekstu „Bułeczki dla Lidla” zrobiło mi się gorzko, bo w Polce wiadomym jest, że prawa dla pracowników owszem spisane są, lecz często pozostają na papierze, ale że w tych cudownych Niemczech, gdzie całe rzesze emigrują i wychwalają jak tam jest cudownie, porządnie i w ogóle idealistycznie, że w tym państwie tak bezprecedensowo prawa pracownicze są łamane, głęboka rysa jest na tym demokratycznym, bogatym państwie.

„(…) Problem czystości jest więc  zupełnie zaniedbany; na dodatkowy personel nie ma , jak słyszę, pieniędzy. Konsument tego nie widzi. Bo bułeczki, mają być, jak głosi reklama, absolutnie naturalnym produktem wytwarzanym „bez środków konserwujących”, zawierają jednak środek grzybobójczy dla zabicia zarodków pleśni. Wagowo ta substancja stanowi pół procent całej objętości ciasta. Producent nie ma obowiązku informować o jego istnieniu, lecz mimo wszystko chemia tam jest.”Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

W gorącym piecu blachy z czasem się deformują i potem dochodzi do blokady taśmy, a poza tym sam urządzenie jest już wyeksploatowane. Ślusarz zakładowy powiedział: „Oni zatrudniają tu najgorszych i mają najgorsze maszyny; „Oni zatrudniają tu najgorszych i mają najgorsze maszyny; oszczędzają na wszystkim. Lidl wyznacza ilość towaru, którą należy dostarczyć. Za każdą niedostarczoną paletę z bułkami Weinzheimer płaci karę umowną w wysokości stu pięćdziesięciu euro, ostatnio zapłacił w sumie ponad piętnaście tysięcy euro”.
Blacha do pieczenia kosztuje siedemdziesiąt euro, zapytałem więc kiedyś kierownika zmiany, czy nie można by zakupić nowych, żeby nie było awarii. W odpowiedzi usłyszałem: „Wy jesteście tańsi niż nowe blachy”.
Wypadków przy pracy jest proporcjonalnie dużo. Istnieje zeszyt wypadków, ale nie wpisuje się tam wszystkich zranień i oparzeń. Ponieważ nikt nie uczula na istnienie niebezpieczeństw i nie ma żadnych tablic ostrzegawczych (…)
Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

A oto jak producenci żywności oszukują konsumentów:

„Opis produktu na obrocie opakowania informuje, że do produkcji używa się między innymi cukru gronowego.Któregoś dnia, w chwili przestoju produkcji, poszedłem do kolegów z działu wyrobu ciasta i poprosiłem o łyżeczkę takiego cukru „na wzmocnienie”. O cukrze gronowym nikt z nich nie słyszał. Kiedy zwróciłem uwagę kierownika zmiany na wiadro pokryte białym proszkiem, zauważając niewinnie: „Wygląda zupełnie jak cukier gronowy!”, ten włożył palec go proszku i spróbował, po czym wypluł. Był to sód. Kierownik zakładu, K., którego o to zapytałem wprost, przyznał: „W cieście na bułki nie ma cukru gronowego„. Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

A teraz coś o bardzo ostatnio popularnym w Polsce Starbucksie. Osobiście nie polecam i zachęcam do lokalnych kawiarni, gdzie można się napić na prawdę dobrej gatunkowo kawy.

„My, współpracownicy, gorący partnerzy…” Tak rozpoczyna się „Deklaracja Misji Starbucks”, dekalog słynnej sieci sklepów oferujących kawę. Howard Schultz, miliarder, współzałożyciel koncernu i jego główny udziałowiec uderza w podniosły ton: „Nie jest to praca – to nasza namiętność. Wspólnie dbamy o różnorodność, która służy takiemu środowisku pracy, gdzie wszyscy mogą być sobą. Traktujemy się zawsze z szacunkiem i godnością. Mobilizujemy się wzajemnie, by sprostać wysokim wymaganiom.”
Każdy zatrudniony w Starbucksie zna „Deklarację misji”, której kopie wiszą we wszystkich sklepach należących do sieci. Irys, moją znajomą zatrudnioną w Starbucksie, najbardziej irytuje akapit o „partnerach”, a więc o niej samej, jej kolegach i koleżankach(…)”.
Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

A jak się ma w rzeczywistości „Deklaracja Misji Starbucks”:

„Przełożeni kontrolują baristas – pracowników, którzy stanowią przynajmniej osiemdziesiąt procent spośród stu siedemdziesięciu tysięcy osób zatrudnionych w tej firmie na całym świecie – czy ci uśmiechają się wystarczająco często i czy rzeczywiście umilają gościom czas. W każdej filii są trzy osoby z kierownictwa: kierownik zmiany, kierownik filii i jego zastępca. Ta trójka powinna „tworzyć atmosferę, w której wyczuwa się entuzjazm, ducha pracy zespołowej.”
- Zawsze, kiedy przełożony coś tłumaczy, kładzie ci rękę na ramieniu. Nazywamy to „złotym chwytem” – mówi Irys. – Oni chcą nas przekonać, że jesteśmy dużą rodziną. Chcą każdemu wmówić, że jeden pomaga drugiemu, że jesteśmy zespołem i tylko w zespole jesteśmy mocni. Dla mnie to pachnie sekciarstwem. Rzeczywistość jest całkiem inna. Większość z nas ma umowę na czas określony i tym bardziej jest wykorzystywana. To, że pracownicy zatrudnieni w Starbucksie jeszcze nie zaprotestowali, ułatwia strategom z centrali koncernu wdrażanie nowych pomysłów oszczędnościowych i racjonalizatorskich. (…) Rotacja pracowników w Starbucksie jest ogromna. Mało kto wytrzymuje tu dłużej niż rok, podobnie jak w firmach telemarketingowych. Trudno określić odsetek zachorowań.
- Mój obecny shift supervisor pracuje zawsze na dwie zmiany, jedna za drugą – mówi Jack, który pracował jako barista już w czterech rożnych filiach. – On jeszcze przed naszym przyjściem idzie do filii, która mieści się naprzeciwko, w Terminalu 2, i oblicza im kasę, bo oni ciągle mają tam niepełny skład. Wciąż nas przesuwają z placówki do placówki. Jeśli w Darmstadt dwoje się rozchorowało, musimy zapełnić tę lukę, a u nas koledzy muszą pracować jeszcze więcej. Wszyscy są sfrustrowani. Atmosfera w pracy jest beznadziejna, każdy ma dość. – Jack pracuje terasz na lotnisku we Frankfurcie, gdzie warunki jak twierdzi, są złe. – Gdyby przynajmniej zostawili bartstaqs w spokoju! – A ciągle pojawiają się ci z góry, z mniej lub bardziej bezsesowbnymi zaleceniami i propozycjami.
Brak zaufania do podwładnych jest w Starbucksie duży.
- Kiedy pracujemy przy kasie, nie wolno nam mieć przy sobie żadnej portmonetki. (…) Po za tym mamy problemy, jeśli za często zdarza się nam wycofywać z powodu rożnych błędów już wbite rachunki, a przecież logujemy się na kasie indywidualnymi numerami pracownika. Przy wielu takich operacjach musimy pisać protokół.
(…) Baristas nie widzą protokołów, wiedzą tylko, że snapshoters opisują, czy siedzący przy kasie nawiązał w ciągu trzech sekund – jak nakazują wytyczne – kontakt wzrokowy z wchodzącym klientem. Jeśli nie – wpisują minus. Nie przywitał gościa uśmiechem – kolejny minus. Jeśli szuflada kasy jest otwarta o kilka sekund dłużej, niż przewidują wytyczne, też minus. I oczywiście snapshoter ocenia czystość, kurz na ramach obrazów, wygląd lady z ciastami i tak dalej. Wkrótce store manager dostanie e-mailem podsumowanie wizyty kontrolnej. I kąśliwe uwagi, jeśli ocena wypadła poniżej stu możliwych do uzyskania punktów.”
Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

I jak się to ma do:

„Tworzymy środowisko pracy, w którym możemy być tacy, jacy jesteśmy. Traktujemy się z szacunkiem i godnością”, mówi „Deklaracja” Starbucksa” Z nowego wspaniałego świata – Gunter Wallraff

Jeżeli zaciekawiły was powyższe wyrywki zajrzyjcie do obszernego reportażu „Piękny, szczęśliwy świat kawy”.

Każdy zawarty reportaż w książce „Z  nowego wspaniałego świata” dotyka bardzo bolesnej kwestii społecznej, przedstawia dyskryminację, bezdomność, pogardliwe deptanie praw pracowniczych, chamstwo ludzi biznesu i władzy. Autor poprzez swoją dziennikarską pracę stara się nam otworzyć oczy na problemy, które toczą się obok nas.

podobny wpis: Zabójca z miasta moreli Reportaże z Turcji – Witold Szabłowski

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks