„Ze złamaną nogą tkwię w kanale ulicznym, i do tego z karłem.
Było tak: wysiadam na stacji węzłowej mojego życia i nic. Cicho, żaden śpiew ani rżenie. Czekam, czekam, koni nie ma. Zawsze są, kiedy przyjeżdżam, teraz nie. Zawsze przysyłała je po mnie Maślona Zenon, przyjaciel z czasów prepolucyjnych jeszcze, który potem, po prawie, karierę w finansach zrobił taką, że kominy zakładowe Azotów kłaniają mu się w pas, kiedy przejeżdża przez nie swoją ośmiokonną, pozłacaną karocą. I gdzież on teraz, przegrany zawsze za woźnicę, mrugający do mnie okiem i strzelający batem?
Ciemno, zimno, a ja stoję jak odarty ze złudzeń słup ogłoszeniowy.
(śmierć czeskiego psa – Janusz Rudnicki)

[ czytaj całość → ]