Jako, że już za kilka dni Wszystkich Świętych postanowiłam napisać coś o obrzędowości pogrzebowej w różnych rejonach świata oraz religiach.

Gdzie byśmy nie spojrzeli, w każdym zakątku świata rytuał przejścia na drugą stronę człowieka nie przechodzi bez echa. Niestety coraz częściej w nowoczesnych społeczeństwach temat śmierci jest przemilczany i utajony, stał się tematem tabu a przecież jest nieodłącznym partnerem życia. Panoszy się złudny kult młodości i szczęścia, gdzie nie ma miejsca na uszlachetniające cierpienie i zadumę. Bezmyślnie  ludzie popadają w szpony konsumpcjonizmu zapożyczając puste i kiczowate święta typu Halloween zapominając jednocześnie o własnych kulturowych korzeniach i pięknych obrzędach, które były przez setki lat obchodzone. Na szczęście jeszcze jest garść ludzi, którzy zamiast biec na Halloween (ciekawe ilu wie skąd się to święto wywodzi) idzie na przykład na  jazzowe zaduszki, które sprzyjają chwilowej zadumie w tych jakże szybkich czasach.

Obrzędy związane ze śmiercią miały i mają pomóc ludziom z poradzeniem sobie z bólem po starcie bliskiego i zaakceptowaniu smutnego czasu, dawały również otuchę, że w nowym nieznanym świecie bliskiej osobie będzie dobrze.

Śmierć w niektórych kulturach nie kojarzy się z rozstaniem i pogrzebem, są takie miejsca gdzie śmierć to początek często hucznych uroczystości.

Tak właśnie jest między innymi w Indonezji, jest tam obchodzony festiwal śmierci. Na wyspie Celebes ceremonia poświęcona śmierci jest najważniejszym wydarzeniem dla ludzi zamieszkałych w tym rejonie. Od dnia narodzin oszczędza się na pogrzeb, nie ma ważniejszej sprawy, nawet ślub nie jest tak wystawny i kosztowny jak ostatnia posługa. Im bardziej wystawny i bogaty jest pogrzeb, tym wyższą pozycję zajmuje zmarły w życiu wiecznym, ale i jego rodzina zyskuje wyższy status w społeczności.
Pogrzeb, który uważany jest za bardzo skromny wymaga zarżnięcia kilkudziesięciu świń i trzech bawołów, przeciwwagą są pogrzeby ludzi bardzo majętnych gdzie zabija się kilka tysięcy świń i setki bawołów, nierzadko rodziny zaciągają ogromne kredyty, aby godnie pożegnać członka rodziny. Pogrzeby w tamtych stronach potrafią trwać nawet miesiąc, na tę uroczystość schodzi się cała wieś.  Obcy, którzy są na pogrzebie zobowiązani są do obdarowania gospodarza ceremonii upominkiem. Zanim nastąpi ceremonia przejścia zmarłego traktuje się go jak chorego, który mieszka z rodziną aż do dnia pogrzebu. Mimo, że pieniądze zbiera się na okazję pogrzebu przez całe życie, bywa często tak, że jest ich w chwili odejścia członka rodziny ciągle za mało, aby dać sobie więcej czasu na dozbieranie potrzebnej kwoty zmarły może przebywać w domu  nawet kilka lat. Trzy razy dziennie obok trumny zmarłego ustawia się posiłki, które są po jakimś czasie zabierane. Zmarły w czasie, kiedy leży w domu regularnie przyjmuje gości. Bardzo ciekawym aspektem jest, jak sobie radzą domownicy z rozkładającym się ciałem, nawet najbardziej szczelna trumna w gorącym klimacie nie jest w stanie stłumić odoru rozkładającego się ciała. A mianowicie, tajemnica tkwi w dwóch bambusowych rurach, każda trumna ma wydrążone dwa otwory, jeden znajduje się na dole a drugi u góry. Przez górny otwór, który jest umiejscowiony w dachu odprowadzane są gazy rozkładających się zwłok, dolny znajdujący się w podłodze odprowadza ściekającą limfę.
Mieszkańcy Celebres Torajowie umieszczają trumny  w skałach, przygotowywanie miejsca w skale trwa kilka miesięcy. Na zewnątrz budowany jest drewniany balkon, na którym umieszcza się drewnianą figurę podobizny zmarłego. Torajowie zwą ją tau-tau, ma ona zawsze wyciągnięte ręce do przodu, co najmniej raz na pięć lat ma zmieniane ubranie oraz jest odrestaurowywana, jest to okazja do świętowania. Społeczność ta ma jeszcze jeden niesamowity obrzęd chowania zmarłych, tyczy się on malutkich dzieci. W dżungli rosną drzewa lateksowe, w których składa się ciała dzieci. Ciała martwych noworodków wraz z pępowiną i łożyskiem matki układa się w dziuplach tego drzewa, drzewo staje się nową matką, która karmi dzieciątko białym jak mleko sokiem.

Ciekawie żegnają się ze zmarłymi Romowie. Bardzo ważny dla Cyganów jest zwyczaj pożegnania się ze zmarłym na łożu śmierci, kluczowe są ostatnie słowa konającego, które stanowią wróżbę dla jego najbliższych. Przed pogrzebem przygotowuje się zmarłemu ubranie, do trumny wkłada się również osobiste rzeczy chowanej osoby, takiej jak papierośnica, fajka z tytoniem, lusterko czy zegarek. Wierzono, że przedmioty te mogą się przydać zmarłemu w zaświatach a ich brak może sprowadzić nieboszczyka na ziemię, a przez to sprowadzić nieszczęście na rodzinę.
W dniu pochówku wylewa się na ziemię wodę z wiader a z domu usuwa się wszystkie naczynia wypełnione wodą, Cyganie wierzą, że dusza cierpi z powodu pragnienia, wylewana woda ma przynosić ulgę w pragnieniu.Obrządek pogrzebowy jest w tej społeczności dosyć skomplikowany i zawiera kila faz, zwanych pomana (stypa). Pierwsza stypa odbywa się w restauracji tuż po pogrzebie, w której biorą udział wszyscy zgromadzeni na cmentarzu. Druga pomana ma miejsce dziewięć dni po pogrzebie i przygotowywana jest w domu. Romowie wierzą, że pijąc i jedząc karmią jednocześnie duszę zmarłego. Fickowski (znawca kultury romskiej) pisze tak: „Nie wolno pojedynczo wstawać od stołu; wszyscy uczestnicy uroczystości powinni uczynić to jednocześnie. Skoro jednak ktoś wstanie, nie wolno mu powrócić do stołu, do jadła. Wszelkie resztki jedzenia, które by pozostały muszą być wrzucone na bieżącą wodę, do rzeki lub też oddane komuś. Nic jadalnego nie może nocować w domu zmarłego, a więc wszelkie resztki trzeba wynieść z domu przed zachodem słońca. Nie wolno oddać ich psu, kotu, ani wysypać ptakom„. Najbardziej uroczysty charakter ma trzecia pomana, która odbywa się w sześć tygodni po śmierci. Punktem odniesienia towarzyszącej trzeciej stypie jest wyznaczenie osoby, która ma symbolizować zmarłego. W trakcie biesiady wybraniec jest hojnie obdarowywany upominkami, tuż przed rozpoczęciem uczty gospodarz obmywa nogi osobie symbolizującej zmarłego. Następna stypa odbywa się pół roku później, do tego czasu obdarowana osoba podczas ostatniej stypy  mogła nosić otrzymany strój, który podczas następnej pomany jest wrzucany do rzeki. Ponownie wybiera się osobę symbolizującą zmarłego, i ponownie się ją obdarowuje upominkami, osoba ta może nosić również podarowany strój aż do ostatniej stypy, która odbywa się w rocznicę śmierci zmarłego. Ta pomana ma już charakter radosny, ogłasza się wówczas: „Już jego drogi są zamknięte. Oby to było dla niego! Teraz będziemy śpiewać, tańczyć! Kończę żałobę!” Dopełnienie wszystkich rytuałów pogrzebowych u Romów trwa równy rok.
Romowie bardzo kultywują pamięć swoich zmarłych. Widoczne to jest podczas Wszystkich Świętych, ich malowniczość zdecydowanie się wyróżnia na tle innych społeczności, które są w większości. Romowie w tym dniu schodzą się na groby swoich najbliższych przynosząc ze sobą jedzenie oraz napitek. Ustawia się przy mogile stoły i śpiewając oraz grając biesiadują, grób polewają wodą, alkoholem i oranżadą (podobnie pamięć o zmarłych kultywuje się w Meksyku).

Niezwykły obrzęd warty wspomnienia można znaleźć w Papui. Żyjąca tam ludność wędzi swoich bliskich zmarłych. Papuasi wierzą, że ogień oczyszcza i kremują swoich najbliższych. Zwłoki wędzone są od kilku miesięcy do paru lat nad ogniskiem. Mumie są łącznikiem z przodkami i spoczywają w domach rodziny.

Dla Europejczyka ceremonia pogrzebowa, która odbywa się w Tybecie może być traumatyczna i straszna, chodzi o „niebiański pogrzeb”.
Według nauk Buddy „odrodzenie następuje z dwóch przyczyn: uczynków poprzedniego życia jako podstawy odrodzenia (czyli karmy) oraz ostatniej myśli poprzedniego życia jako zasady naczelnej. Zatrzymanie tej ostatniej myśli uznawane jest za śmierć, pojawienie się pierwszej myśli jako odrodzenie”. Czas jaki jest między tymi dwoma myślami nazywa się w buddyzmie Bar-do, jest to stan pośredni tak zwany „międzybyt”. Tybetańska ceremonia pogrzebowa zwana jest „Wielkim wyzwoleniem z Bar-do przez słuchanie”.  Księgę odczytuje się zmarłemu, buddyści wierzą, że do siedmiu dni jaźń osoby zmarłej jest zawieszona w Bar-do, krainie pełnej demonów, upiorów i zjaw, będących wymysłem umysłu. Przez tę upiorną krainę ma za zadanie przeprowadzić zmarłego czytający księgę. Buddyści wierzą, że im lepsza karma zmarłego, im więcej zgromadził za życia dobrych uczynków, tym jaśniejszy po śmierci jest jego umysł i łatwiej dokonać wyborów w Bar-do. Głównym celem jest rozpoznanie światłości Buddy i przejście do Nirwany. Zwyczajowo w Tybecie pogrzeb trwa siedem dni, ale w przypadku wybitnych osobistości bądź bardzo bogatych osób może trwać czternaście, dwadzieścia jeden i każdą kolejną wielokrotność siedmiu dni tygodnia, aż do czterdziestu dziewięciu. Kremacja ciała zazwyczaj odbywa się trzeciego dnia po zgonie, obrzędy trwają dłużej.
Klimat w Tybecie nie pozwala na kopanie grobów, wysoko w górach nie rosną drzewa, które mogły by posłużyć jako opał do kremacji, w twardej skale i zmarzlinie niemożliwym jest pochowanie zmarłego.  Tybetańczycy mają więc jedyny w swoim rodzaju pogrzebowy rytuał nazywany „podniebnym pogrzebem”. Jest to bardzo brutalna ceremonia raczej skrywana przed obcymi, aby nie wzbudzać sensacji ani pogardy. Zwłoki są dostarczane człowiekowi, którego Tybetańczycy nazywają rogypas czyli rzeźnik. Człowiek ten ma za zadanie porąbanie ciała i rzucenia go na pożarcie sępom i himalajskim orłom. Coraz częściej w tybetańskich rodzinach toczy się spór: podniebny pogrzeb czy kremacja?

Dla jednych społeczności ciało zmarłego jest świętością, które należy czcić dla innych jest przedmiotem nieczystym. Tak jest u Hindusów. Hindusi wierzą, że kiedy dotkną ciało nieboszczyka zostaną skalani a to wymaga żmudnych procesów oczyszczania. W kulturze tej transportem zwłok zajmują się członkowie najniższych kast społecznych (ludzie niedotykalni, bez żadnych praw). Władcą podziemnego królestwa i najważniejszym sędziom zmarłych w hinduiźmie jest bóg Jama. W zależności od wskazań wagi, na której odważano ciężar dobrych i złych uczynków zmarłego, dusza wstępowała do hinduistycznego nieba, zwanego Swarga, bądź strącona jest jednego z dwudziestu jeden sfer piekła (Naraka) bądź natychmiast się odradza w innej postaci na ziemi, aby dalej kształtować swój los. Po śmierci wszystkie dusze udają  się prosto przed oblicze wielkiego sędziego. Podróż duszy zmarłego trwa cztery godziny i czterdzieści minut. Dlatego zwłoki zmarłego mogą być spalone na stosie dopiero po upływie tego czasu. Według hinduskich wierzeń człowiek bogobojny i cnotliwy po śmierci mógł się dostać do jednego z pięciu niebiańskich rajów, w zależności od tego, ku której odmianie hinduizmu się skłaniał.
Obrzędy pogrzebowe w Indiach w przypadku zgonu przedstawiciela kasty bramińskiej są niezwykle skomplikowane i kosztowne. Najmniejsze odchylenie lub niedociągnięcie względem przepisów rytualnych mogą sprowadzić na rodzinę, a nawet na całą okolicę poważne nieszczęścia. Pogrzeby u innych kas i u licznych plemion drawidyjskich opiera się na lokalnych wierzeniach i zawiera sporo elementów magii.
Kiedy zachodzi podejrzenie zbliżającej się śmierci, bramińska rodzina wybiera odpowiednie miejsce na ziemi i smaruje je krowim nawozem. Na tym rozsypuje się specjalny rodzaj trawy oraz rozpościera rytualnie czyste płótno, na którym układa się umierającego. Braminowi nie wolno umrzeć na łóżku lub choćby na macie, ponieważ, jak wiara nakazuje, dusza opuszczając ciało umierającego przyobleka się w inne ciało, a więc bramin umierając na łóżku musiałby później w swojej zaziemskiej wędrówce dźwigać owe łoże, co z pewnością sprawiło by mu  wiele kłopotu. Aby ulżyć zmarłemu w jego pośmiertnej wędrówce rozdaje się jałmużnę oraz dopełnia się wielu bardzo kosztownych obrzędów. Po złożeniu konającego na ziemi bramiński kapłan oraz główny żałobnik dokonują ceremonii „doskonałego oczyszczenia„. Do pokoju wnosi się dwie tace, na jednej z nich znajduje się trochę złotych, srebrnych i miedzianych monet, na drugiej zaś tzw. „pancza-gawia”, czyli mieszanina pięciu substancji pochodzących od krowy, takich jak: mleko, twaróg, topione masło, nawóz i  uryna. Kapłan wlewa kilka kropel tej mieszaniny do ust umierającego, przez co ciało jego doznaje całkowitego oczyszczenia. Następnie kapłan wzywa chorego bramina, by wspólnie z zebranymi członkami rodziny starał się wypowiedzieć pewne rytualne formuły, mające  uwolnić go od wszelkich grzechów popełnionych w ciągu życia. W tym momencie do pokoju wprowadza się krowę z cielęciem. Rogi jej ozdabiane są złotymi lub mosiężnymi pierścieniami, a z karku zwisają girlandy kwiatów. Krowę prowadza się do konającego, który ostatkiem sił chwyta ją za ogon, a kapłan przez ten czas wypowiada odpowiednie zaklęcia  prosząc, by krowa zawiodła duszę umierającego na drogę ku wiecznemu szczęściu. Krowę po wszystkim dawano w prezencie jednemu z obecnych braminów. Kiedy umierający wydaje z siebie ostatnie tchnienie, wszyscy obecni wybuchają głośnym płaczem, nie szczędząc łez i okrzyków rozpaczy. Zwłoki dokładnie się obmywa i goli. Po powtórnej ablucji zwłoki owija się w bogate szaty, na czole umieszcza kawałki drewna sandałowego, usta wypełnia liśćmi betelu. Tak przygotowane ciało składa się na marach, które skonstruowane są z dwóch podłużnych  żerdzi i siedmiu poprzeczek powiązanych ze sobą linami i trawą. Po przeniesieniu zmarłego na mary zwłoki jego obwiązywano mocno całunem i linami z trawy. Jeśli zmarły bramin pozostawił po sobie żonę, wówczas twarz jego pozostawia się odkrytą. W starożytnych Indiach, gdy zwłoki niesiono na miejsce kremacji, do stóp zmarłego przymocowywano gałąź w ten sposób, że zacierała ona ślady stóp ludzi niosących mary. Zwyczaj ten miał na celu zapobieżenie powrotowi ducha zmarłego do domu, w którym żył. W czasie każdego postoju rozchylano usta nieboszczyka i wtykano w nie trochę surowego, rozmoczonego ryżu, by dusz zmarłego mogła zaspokoić głód.
Po przybyciu na miejsce kremacji zwłoki składa się na wcześniej już przygotowanym stosie, a główny żałobnik lepi z krowiego nawozu kulkę, którą następnie zapala i umieszcza na pępku zmarłego, dokonując ofiary ognia, zwanej „homa”. Potem z kolei następuje dość niezwykła i odrażająca ceremonia puryfikacji. Główny żałobnik przykłada usta kolejno do wszystkich otworów ciała zmarłego, szepcząc odpowiednie zaklęcia i całuje je, a następnie namaszcza je roztopionym masłem. W końcu do ust nieboszczyka wkłada złotą monetę, a podchodzący kolejno krewni i przyjaciele po kilka rozmoczonych ziarenek ryżu. W takim stanie ciało zmarłego jest gotowe do kremacji. Jeszcze niekiedy na zwłokach umieszcza się różne przedmioty domowego użytku, ja talerze, chochle, łyżki itp., mają na celu służyć zmarłemu w przyszłym życiu.  Do połowy ubiegłego stulecia szeroko rozpowszechniany był zwyczaj nakazujący wdowie po zmarłym braminie wstąpić na stos i spłonąć na nim u boku swego małżonka.
Kulminacyjna chwila obrzędu to podpalenie stosu. Podpala się cztery narożniki. Na podstawie kierunku rozprzestrzeniania się płomieni wróży się o przyszłym losie zmarłego. Jeśli pierwsze dotarły do ciała płomienie z południowo – wschodniego narożnika, oznacza to, że dusza dotarła już do jednego z niebiańskich rajów. Kiedy zaś zwłoki zostały najpierw spowite płomieniami od północno – zachodniej strony, nieboszczyk pozostaje jeszcze w sferze okalającej ziemię. Gdy ognie od północnego – wschodu są pierwsze przy zwłokach, zwiastują  odrodzenie się zmarłego ponownie wśród ludzi, jedynie kierunek południowo – zachodni nie wydaje się zbytnio szczęśliwy. Oznaką opatrzności najwyższej łaski jest równoczesne ogarnięcie zwłok przez ognie ze wszystkich czterech narożników.

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks