„Na indyjskich drogach pierwszą zasadą jest brak zasad. No, może z wyjątkiem tej, że kto większy, ten lepszy. Ciężarówki, gnające na czołowe zderzenie są standardem. (…) Jedynym sposobem ostrzegania jest klakson. Bez klaksonu w Indiach ani rusz. Na każdej ciężarówce wypisane jest z tyłu: „Sound Horn”, rzadziej „Horn Please” lub „Blow Horn”, co w wolnym tłumaczeniu tego bardzo dowolnego angielskiego znaczy po prostu: „trąb”. To nic, że większość kierowców to analfabeci – o czym przekonujemy się, gdy nasz kierowca błądzi, bo nie potrafi czytać drogowskazów. Nie rozumie też, czego szukamy na wielkiej płacie papieru wyciągniętej z plecaka, bo pierwszy raz w życiu widzi mapę. Klaksonu za to używa z zadziwiającą zręcznością. Chce wyprzedzić – trąbi. Chce być wyprzedzony – trąbi. Chce pozdrowić – trąbi. Chce ostrzec, że nadjeżdża – trąbi, zwłaszcza po zmroku, bo światła są tu wyjątkowym luksusem.” „Światoholicy” Aleksandra Pawlicka

„Światoholicy”, książka ta jest  obecnie tak gorąca jak temperatura za oknami.  Jest o niej dużo, autorka Aleksandra Pawlicka wraz z mężem Jackiem Pawlickim, który jest autorem fotografii, udzielają wiele wywiadów zachęcając do lektury, przy okazji zdradzając co nieco szczegółów zawartych w tekście.

Całkowicie uległam magii „Światoholików” jest to zgoła inna książka niż poprzednia, którą skończyłam niedawno czytać, „Dzienniki kołymskie”, obie traktują o podróży, lecz skrajnie inaczej. Książka ta nie jest suchym przewodnikiem, bez emocji wskazującym co i gdzie warto zobaczyć, dzieli się na 10 rozdziałów, które przeprowadzają czytelnika przez cudowne miejsca na ziemi, ale też dają cenne wskazówki dla początkujących podróżników, myślę, że wiele z tych rad może być wręcz bezcennych.

Pokrótce, tak jak wyżej wspomniałam, książka ma 10 porywających rozdziałów. W każdym z nich, czytający znajdzie przepiękną opowieść i rady. Zaczyna się od rozdziału „Droga”, gdzie podróżniczka przybliża przeróżne drogi na świecie, ich życie i przygody, które się jej tam przytrafiły. „Dopiero na odludziu widać, jak droga zmienia ludzi. Jak staje się centrum życia, jego sercem, magnesem. Człowiek opuszcza busz, las, pole i wychodzi na drogę. Zaczyna życie na jej poboczu. A właściwie na poboczu własnego życia.” Światoholicy” Aleksandra Pawlicka
Następny rozdział to „Samolot”, to bardzo emocjonujący zbiór opowieści zebranych podczas 20 letnich podróży autorów. Potem zgrabnie przechodzi się do „Łóżka”. Tutaj podróżnicy opisują przeróżne historie związane z noclegiem, niektóre przezabawne inne godne pozazdroszczenia. Potem czytamy o „Drzewie”, ten rozdział bardzo mnie zaskoczył, oczywiście w pozytywnym aspekcie, jako że raczej na drzewa nie zwracałam uwagi, po przeczytaniu o różnych właściwościach i strukturach drzewnych myślę, że stanę się mniejszą ignorantką drzewną. Dalej jest  „Alkohol”.  Tutaj doczytamy wręcz o zawrotnym wyborze belgijskich piw i poznamy piwo afrykańskie. Kto jest ciekawy poczyta o mocy ryżówki oraz dowie się jakie trunki podaje się w bambusie. W miarę czytania tego rozdziału, chętniej sięgniemy po dobre wino czy orzeźwiającego latem szampana. „W podróży pijemy szklaneczkę lokalnego trunku dziennie. Dla zdrowotności. Dla lepszego trawienia, wspomożenia organizmu w walce z nieznanymi bakteriami, dla rozładowania napięcia po całym dniu niewiadomych, dla zbratania się z przewodnikiem i dla poprawy humoru po prostu.” Światoholicy” Aleksandra Pawlicka
Po „Alkoholu” nadszedł czas na rozdział o „Mięsie”. „Jedliście kiedyś stek z zebry? Albo zupę z renifera? A może szaszłyki z krokodyla lub serwowanego prosto z ogniska węża? I na deser chipsy z tłustych robali mopane? Nie? To znaczy, że ten rozdział jest właśnie dla was. Nawet jeśli jesteście wegetarianami, bo więcej w nim przygody i ciekawości smaków niż mięsnego obżarstwa. Bon apetit!” Światoholicy” Aleksandra Pawlicka
Po emocjonującym rozdziale o jedzeniu, po oczytaniu się o „Świńskim festiwalu” w Nowej Gwinei, o posmakowaniu larw, czy rosołu, w którym pływa głowa i nóżki kury, przychodzi czas na „Toaletę”. To niewątpliwie jeden z tych rozdziałów, gdzie czytelnik dostanie wypieków na twarzy, bądź co bądź o przygodach żołądkowych, które są nierozłączne w podróży mało się pisze i opowiada. Tutaj czytelnik jest oswojony z myślą, że toaleta nie jest wcale takim oczywistym miejscem na świecie oraz wygody z nią związane. Może uda się wam rozwiązać zagadkę toalety bez otworu, niestety autorce się to nie udało, szkoda bo to temat nurtujący… przeczyta się o toaletach zawieszonych nad przepaściami w tybetańskich przestworzach a i  o Japonii, gdzie status określa się właśnie posiadaną toaletą. Po „Toalecie” przychodzi czas na „Ciało” i zapoznanie się  jak do niego odnoszą się różne kultury, oraz jak jest różnie postrzegane piękno. Potem przechodzi się do „Śmierci”, to bardzo ciekawy rozdział, wręcz fascynujący, bo otwierający przed czytelnikiem zazwyczaj nieznane obyczaje, często dla cywilizowanego Europejczyka wstrząsające. W Papui do dzisiaj celebruje się ciało zmarłego w ten sposób, że wisi podwieszone do sufitu chaty i się wędzi, w Kairze biedota mieszka razem ze zmarłymi na cmentarzach , a w surowych warunkach Tybetu urządza się „podniebne pogrzeby”. „Pogrzeby, ceremonie śmierci, cmentarze to żelazny punkt każdej wyprawy. Są jak podróż w podróży, bo różnorodność w obchodzeniu się z martwym ciałem i odmienność wierzeń dotyczących tego, co zaczyna się tam, gdzie kończy się życie, jest oddzielnym światem. Równie fascynującym jak świat natury i architektury, świat regionalnych kuchni i zwyczajów.” Światoholicy” Aleksandra Pawlicka
Na zakończenie żegna nas „Góra”. „Szerpom żyjącym u stóp Mount Everestu przez setki lat nie przychodziło do głowy, że jest po co pchać się na szczyt. Zrobili to tylko dlatego, że wejście na tę górę stało się pragnieniem białego człowieka, który za tytuł zdobywcy jest gotowy zapłacić każde pieniądze”Światoholicy” Aleksandra Pawlicka

Książkę czyta się migiem, nie byłam w stanie się oderwać, autorka pisze bardzo lekko i przyjemnie, ma dar przenoszenia czytelnika w miejsca, które opisuje, do tego na dokładkę nasyca się oczy pięknymi fotografiami jej męża. Finał jest taki , że po przeczytaniu  każdy kto ma w sobie ukrytą żyłkę podróżnika, będzie poszukiwał własnej podróży. Nabiera się niesamowitego apetytu i odwagi, żeby ruszyć w nieznane. Także uważajcie, sięgając po „Światoholików” narażacie się na uzależnienie i podążenie w nieznane, pod warunkiem oczywiście, że nie jesteście zwolennikami moczenia pupska w basenach inclusive, gdzie codziennie panienki przyodziewają inne bikini, a po powrocie udają wielkich zdobywców egzotycznych lądów :)

Jak zwykle polecam parę linków:)

Ciało w kulturach świata [FRAGMENT KSIĄŻKI "Światoholicy"] a tutaj ciekawa audycja z autorami „Światoholicy zdobywają świat!

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks