Co po nas pozostanie? Spytajcie nas, póki żyjemy. Nie wymyślajcie nas po śmierci. Spytajcie…

„Nadeszła Armia Czerwona…

Pozwolono nam rozkopać groby, tam, gdzie rozstrzeliwano naszych. Zgodnie z naszymi obyczajami trzeba było włożyć białe ubranie, białą chustkę, białą koszulę. Wszyscy ludzie szli ze wsi ubrani na biało, z białymi prześcieradłami. Z białymi haftowanymi ręcznikami.
Kopaliśmy… Kto co znalazł i rozpoznał, to zabierał. Jeden wiezie rękę na taczkach, inny głowę na wozie… Człowiek długo w ziemi cały nie poleży; wszyscy się pomieszali ze sobą.
Z ziemią…
Nie odnalazłam siostry, wydało mi się, że jeden kawałek sukienki jest jej, przynajmniej coś znajomego… Dziadek też powiedział: „Zabierzemy, będzie co chować”. Ten kawałek sukienki złożyliśmy do mogiłki…”
(Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

Książek opisujących realia II wojny światowej jest cała masa, czasami może się wydać, że temat jest już opisany z każdej strony. A jednak tak nie jest, co pokazuje książka Swietłany Aleksijewicz „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Nie wiem jak Wy, ale ja jeszcze nie miałam okazji czytać o wojnie poprzez tylko i wyłącznie kobiece odczucia. Dziennikarka Swietłana spędziła całe lata na docieraniu do kobiet, które walczyły w Armii Radzieckiej, szacuje się że było ich około miliona. Były strzelcami, łączniczkami, pielęgniarkami czy saperami.  W książce „Wojna nie ma nic z kobiety” przeczytamy kilkadziesiąt historii kobiet, które przeżyły II wojnę światową, każda opowieść jest naładowana niesamowitą dawką emocji, tej książki nie da się czytać jednym tchem, należy się przyzwyczaić, oswoić, bo nie ma w niej pruderyjności i językowego retuszu. Swietłana nie tylko pokazała, że jest dobrą dziennikarką ale i dobrą pisarką,  umiejącą wykorzystywać odpowiednio język, w jej książce nie ma suchych relacji, nie można być obojętnym. Czytając cierpi się razem z bohaterkami, doznaje się bólu, który zostawia ślad.

W opisywanym przez kobiety okrutnym świecie wojny wychodzi z nich kobiecość, coś co nawet w najbardziej skrajnych warunkach się ujawnia i odróżnia nas od mężczyzn. W tym całym okrucieństwie jedna z nich na momencik maluje usta na czerwono, inna znowu, zrywa polne kwiatki i wsadza je za pas, jeszcze inna przed snem na moment zakłada sukienkę.

„Kiedy mówią kobiety, nie ma albo prawie nie ma tego, o czym zwykle czytamy i słuchamy: jak jedni ludzie po bohatersku zabijali innych i zwyciężyli. Albo przegrali. Jaki mieli sprzęt, jakich generałów. Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. ‘Kobieca’ wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. Nie ma tam bohaterów i niesamowitych wyczynów, są po prostu ludzie, zajęci swoimi ludzkimi-nieludzkimi sprawami. I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki, drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze straszniejsze…” (Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

We wspomnieniach tych wszystkich kobiet wojna jawi się jako coś najokrutniejszego co może przytrafiać się światu i ludziom. W tym świecie targanym tragediami, gdzie pozornie nie ma miejsca na współczucie wrogowi, kobiety instynktownie potrafiły pocieszyć lub pomóc napastnikowi w ostatnich minutach jego życia, wychodziło z nich człowieczeństwo, które w warunkach wojennych było uśpione bądź karane śmiercią, ale takie były właśnie kobiety na wojnie, pocieszały, walczyły i ratowały…
Religia była zakazana, ale kiedy wojna zajrzała w oczy, kiedy tuż obok zaczęli ginąć ludzie, wszyscy na ulicach zaczęli się modlić. Kobiety modliły się aby nie pozabijać własnych matek, które były wypychane przez hitlerowców na pierwszą linię, aby uniknąć śmierci głodowej lub nie zostać spalonym na stosie, w stalinowskim kraju bez religii, modliły się gorliwie nad trupami w dołach i za matki, które zabijały własne dzieci.

„Nigdy bym nie uwierzyła… Nie wiedziałam o sobie, że mogę spać w marszu. Maszeruje człowiek w kolumnie i śpi, potrąci idącego przed sobą, ocknie się na sekundę i znowu śpi. Żołnierski sen zawsze jest słodki. Kiedyś w ciemności zachwiałam się nie do przodu, tylko w bok, i poszłam na pole, idę i śpię. Dopiero kiedy wpadłam do rowu, wtedy się obudziłam i dalej biegiem za swoimi.
Żołnierze na postoju usiądą i palą jednego skręta na trzech. Kiedy pierwszy pali, drugi i trzeci śpią. Nawet pochrapują…”
(Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

Reporterka pokazuje również oddanie władzy, chęć zwycięstwa ponad wszystko i  wręcz opętańczą wiarę w to,  że ono nastąpi. Niesamowite było poświęcenie narodu i jego oddanie.

„Na ulicy zbierano na pomoc dla walczących. Na stołach leżały wielkie tace, ludzie szli i kładli, co kto miał, ten – złoty pierścionek, ta – kolczyki. Przynoszono zegarki, pieniądze… Nikt nic nie zapisywał, niczego nie podpisywał. Kobiety zd3jmowały pierścionki zaręczynowe…
Te obrazy w mojej pamięci…
Stalin wydał pamiętny rozkaz numer dwieście dwadzieścia siedem: „Ani kroku w tył!. Jak się odwrócisz – rozstrzelają. Na miejscu. Albo pod sąd i do batalionu karnego. Tych którzy tam trafili, nazywano skazańcami. A ci, którzy wyrywali się z okrążenia lub uciekli z niewoli, szli do obozu filtracyjnego. Z tyłu za nami szły oddziały zaporowe. Swoi strzelali do swoich…”
(Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

„Ot, i całe nasze gospodarstwo. Nie było ani kół, ani chomąt. Baby kopały ziemię łopata,o. bronowały krowami, bykami. Cielaki zapędzamy do roboty, a te się kładą i ani myślą wstawać. Chłopaczki w dzień bronują, a wieczorem wyprzęgają, a wszyscy jedzą to samo – przaśniaki. Pani nawet nie wie, co to jest. Brało się nasiona szczawiu, kociełapki… Nie wie pani? Jest takie ziele. Zrywaliśmy koniczynę. I wszystko to ubijaliśmy w stępie. I piekliśmy te przaśniaki. Taki chleb…” (Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

Chociaż to książka o kobietach, przedstawiająca dziesiątki historii ich oczami, nie jest to zniewieściały zbiór opowieści, jest to całkowicie twarda i można rzec, męska rzeczywistość opisana bardzo realistycznie i dosadnie. Warto zauważyć, że nie jest to opowieść traktująca o wojnie a o ludziach na wojnie, a jeszcze bardziej zawężając o kobietach na wojnie.  W pamięci pozostaje wiele drastycznych scen, jak ta opisująca snajperkę wracającą do domu po ciężkim dniu pracy, zabijała wrogów, albo opis poobcinanych nóg powyżej kolan, którym nie zdjęto obuwia i powystawiano w rzędach na linii okopów niemieckich.
Kim były te wszystkie kobiety, dlaczego dobrowolnie wstępowały do wojska, przecież nie musiały tego robić, mogły siedzieć w domu i nie doznawać tego całego okrucieństwa, które za sobą niosła czynna służba wojskowa. Przyczyny były różne, chęć zaimponowania i wykazania się, poczucie obowiązku czy też wstyd, jak one wstąpiły to ja przecież też muszę. Zazwyczaj każda z nich młodziutka i pełna naiwności nie zdawała sobie sprawy gdzie tak na prawdę idzie, a szły na tę wojnę z entuzjazmem, uciekały z domów, rzucały szkołę, studia, przekłamywały metryki żeby być starsze i móc się załapać na front. Bardzo szybko następowała konfrontacja, okazało się że nie była to emocjonująca przygoda, a nieustający terror i okrucieństwo. Gdzie oprócz wojennej rzeczywistości były bestialsko gwałcone przez rosyjskich żołnierzy, którym potem nierzadko pomagały i opatrywały rany.

„Po wojnie przez kilka lat nie mogłam uwolnić się od zapachu krwi, prześladował mnie bardzo długo. Ledwie zacznę prać bieliznę – czuję ten zapach, zacznę gotować obiad – znowu czuję. Ktoś mi podarował czerwoną bluzkę, a wtedy to była taka rzadkość, brakowało materiału, ale nie nosiłam jej bo była czerwona. Tego koloru już nie mogłam znieść.” (Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

Po czterech latach walki kobiety dostają ordery i niezliczoną ilość rozczarowania i okrucieństwa ze strony rodzin i władzy. Niesamowicie poruszyło mnie, kiedy jedna z dziewczyn musi opuścić po wojnie rodzinny dom. Ma młodszą siostrę, która nie wyszła by dobrze za mąż gdyby ta pozostała w domu, będąc na wojnie splamiła honor kobiecy i rodziny, jest naznaczona, nieczysta, takich jak ona było setki. Czas po wojnie, powinien być dla tych kobiet odpoczynkiem, wracaniem do normalności. Przecież ku chwale ojczyzny dobrowolnie w wieku 16, 17 lat zaciągały się do armii. Tam na wojnie, te młode dziewczyny przeistaczały się w staruszki, ich ciała i kondycja fizyczna runęły ku zagładzie. Nie jedna w wieku 24 lat była całkowicie siwa i schorowana choćby miała lat 70. Posłuszeństwa odmawiał im rozum i ciało, często nie były zdolne do zajścia w ciążę, to wszystko było ku chwale ojczyzny. A ta ojczyzna zamiast zrobić z nich bohaterki nierzadko je sprowadziła do roli gorszych, bo splamionych kobiet, łatwych wojennych dziewczyn. Poranione psychicznie i fizycznie, często bez domów przez całe lata milczały.  Dopiero ta książka upamiętniła ich poświęcenie i oddanie.  Zresztą żołnierze radzieccy, którzy dostali się do niewoli i wrócili do ZSRR również zostali upodleni, dla nich horror się nie skończył, bo każdy kto był jeńcem był dla władz zdrajcą.

„Radziecki oficer się nie poddaje, u nas jeńców nie ma, są tylko zdrajcy. Tak mówił towarzysz Stalin, który wyrzekł się rodzonego syna, kiedy ten trafił do niewoli” (Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

„Przyjechałam do Mińska, a męża nie ma w domu. (…) Mąż w więzieniu, aresztowało go NKWD. Idę tam… I cóż słyszę… Mówią do mnie: „Pani mąż jest zdrajcą”. A myśmy z mężem działali w podziemiu. We dwójkę. To dzielny, uczciwy człowiek. Rozumiem, że ktoś na niego doniósł… Oczernił go… „Nie-mówię-mój mąż nie może być zdrajcą. Ufam mu. To prawdziwy komunista”. A śledczy… Jak się nie wydrze na mnie: „Zamknij się, francuska prostytutko! Cicho bądź!”. Jeśli ktoś przeżył pod okupacją, trafił do niewoli, siedział w obozie albo wywieźli go do Niemiec – od razu był podejrzany. Mieli jedno pytanie: „W jaki sposób przeżył?”. Dlaczego nie zginął? Nawet martwi byli podejrzani… Nawet oni… Nikt nie zważał na to, że walczyliśmy, że wszystko poświęciliśmy dla zwycięstwa. Zwyciężyliśmy… Naród zwyciężył. A Stalin i tak nie ufał narodowi. Tak nam się odwdzięczyła ojczyzna. Za naszą miłość, za naszą krew… (…) Męża uwolniono pół roku później. Złamano mu jedno żebro, odbito nerkę… Hitlerowcy rozbili mu głowę i złamali rękę, kiedy trafił do ich więzienia, osiwiał tam, a w czterdziestym piątym NKWD ostatecznie zrobiło z niego inwalidę” (Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” tę książkę wepchnęłabym każdemu starszemu dzieciakowi, który szaleńczo gra w komputerowe gierki, gdzie wybija się ludzi, przecina piłami a krew się leje strumieniami. Gra i robi się coraz bardziej znieczulony, śmierć staje się jak gra komputerowa, bezosobowa. Często takowy młody człowiek musi zobaczyć kolejną część „Piły”, gdzie sadyzm przekracza normy, krew się leje po to żeby się lać i gdzie coraz silniej muszą być poruszane bodźce. Dobrym przykładem takowych zabaw jest Breivik, przez rok na bestialskich grach przygotowywał się do popełnionej latem maskary w Norwegii. Dałabym tę książkę do rąk też rodzicom tych dzieciaków, bo pozwalając im na to zatracili wrażliwość na ludzką tragedię, albo jej zwyczajnie nie wykształcili.
Pamiętam takie spotkanie z pewną pisarką, która przeżyła wojnę. Jeździła potem i opowiadała o niej, między innymi odwiedzała przedszkola, było to parę lat wstecz. W jednym z takich przedszkoli opowiadała o śmierci, o ludziach którzy ginęli, nie robiło to na dzieciach wrażenia, dopiero kiedy powiedziała, że konie na tej wojnie też ginęły w dzieciach obudziło się współczucie. Wnioski pozostawiam Wam… mnie ta dygresja dała do myślenia o dzisiejszych reakcjach.
Niech ta pozycja będzie ostrzeżeniem, nauką i pamięcią o ludziach, którzy poświęcili swoje lata dla nas, dla naszego spokoju i dobrobytu.

” Pamiętam, co mówiła mama. Lubiła mówić: „Nie wiesz, gdzie kula padnie ani jaki los przypadnie”. Miała takie powiedzonko, na każde nieszczęście. Kula jest sama i człowiek jest sam. Kula leci, dokąd chce, i los kręci człowiekiem, jak chce. Tu i tam, tu i tam. Człowiek to piórko, ptasie piórko. Nigdy nie poznamy swojej przyszłości. To nie jest nam dane… Nie możemy odgadnąć tajemnicy.” (Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz)

Dla ciekawskich ciekawy artykuł: Nagroda im. Kapuścińskiego dla Aleksijewicz i Czecha

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks