Specjalnie dla Panoramy Kultur znakomity czeski fotografik, Jan Saudek, zgodził się udzielić odpowiedzi na kilka pytań. Obrazu, jaki wyłania się z tych odpowiedzi, nie można jednak jednoznacznie nazwać jego credo artystycznym. Życie osobiste Jana Saudka bywało często równie interesujące jak jego prace, dlatego też w swoich pytaniach szczególną uwagę zwróciłem na wątki jedynie pośrednio przejawiające się w jego pracach, aby rzucić trochę nowego światła na postać fotografa.

Czy pamięta pan swoje pierwsze zdjęcie?

Ależ oczywiście, że pamiętam – przedstawia mojego brata leżącego na piachu. Do tej pory jest jednym z moich ulubionych

Czy był pan z niego zadowolony?

Można tak powiedzieć – wiele razy później wykorzystywałem je przy różnych okazjach.

Kobieta to dominujący motyw w pana twórczości. Czy poza nimi nie znajduje pan inspiracji, np. w naturze?

Kobiety są źródłem życia.
I są dla mnie najważniejszymi istotami na tym świecie, – dlatego też wciąż tematy martwej natury lub pejzaże muszą jeszcze trochę poczekać w moich pracach

Jak może pan określić źródła swojej fascynacji kobiecym ciałem i seksualnością człowieka?

Za każdym razem, kiedy widzę ciało kobiety, jestem zachwycony tak jakby to było pierwszy raz w moim życiu. Co zaś tyczy się seksualności – dzięki niej wszyscy jesteśmy na tym świecie. Czy to nie jest wystarczający powód?

Czym jest dla pana erotyzm w fotografii?

A czy erotyzm nie jest już właściwie miękką pornografią. Nie potrafię wyznaczyć granicy między jednym a drugim – czy w ogóle istnieje taka granica?

Z wieloma z kobiet, które przedstawia pan na swoich zdjęciach, był pan związany również w życiu prywatnym. Czy było to dla pana przeszkodą czy też może pomagało?

To zależy. Na początku znajomości to bardzo pomaga – nowa twarz, nowe możliwości, magia świeżości. Problemy zaczynają się dopiero po jakimś czasie, kiedy czar nowości mija. Stara bajka.

Na świecie panuje opinia o szczególnym „słowiańskim” pięknie Polek. Jak jest pana zdanie? Czy ma pan w tej materii jakieś doświadczenia?

Zdecydowanie zgadzam się. Polskie kobiety są jednymi z najpiękniejszych – nie ma co do tego wątpliwości.
Miałem kiedyś kochankę, która była Polką – jakby tego było mało spotkaliśmy się w USA.

Sprzeciw i proces przeciwko szarej, monotonnej codzienności komunizmu odegrały bardzo istotną rolę w początkach pańskiej kariery? Czy można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie komunizm, Jan Saudek nie zostałby fotografem?

Ciężko mi to przyznać, ale rzeczywiście komunistyczna rzeczywistość doprowadziła mnie do marzeń o lepszym świecie – dlatego też fotografowałem wtedy marzenia, jakich nie mogłem znaleźć nigdzie indziej pośród tych szarych, jednakowych dni. Ujmijmy to w ten sposób – nie ukazywałem świata rzeczywistego, ale starałem się ukazać świat moich marzeń.

Jak według pana plasuje się czeska fotografia na tle fotografii światowej?

To dziwne, ale tak mały naród jak Czechy daje światu bardzo wielu fotografików. Dla przykładu – nie ma żadnych wielkich nazwisk w albańskiej, hinduskiej czy też boliwijskiej fotografii. Może w przypadku Czech jest to sprawa długiej tradycji (tak samo jak z hokejem, chi,chi…), ale w każdym razie jest to jakiś fenomen.

Czym był dla pana rok 1968? Czy to prawda, że Czesi do tej pory mają za złe Polakom udział w interwencji?

Powiem ci prawdę: nigdy nie wierzyłem w „praską wiosnę”. To była po prostu wymiana jednej ekipy na drugą – oni wszyscy byli komunistami, każdy z nich. To tak jakby powiedzieć, że byli „dobrzy faszyści” i „źli faszyści” – oni wszyscy byli kryminalistami. Jeszcze nigdy nie spotkałem Czecha, który by obwiniał Polaków za to, że polskie wojska brały udział w interwencji razem z Sowietami, aby ” wytępić kontrrewolucję” -wszyscy winimy tylko Rosjan.

Wiele z pańskich zdjęć byłoby wspaniałą ilustracją „Nieznośnej lekkości bytu” i innych książek Milana Kundery. Czy można to uznać za zbieg okoliczności, czy też może był to efekt klimatu intelektualnego, panującego wtedy w Czechach?

Milan Kundera to geniusz. Pamiętam, że po raz pierwszy czytałem tę powieść.. po angielsku. To była połowa lat osiemdziesiątych a wtedy posiadanie tej książki w Czechach było zakazane – ktoś przywiózł mi ją z Zachodu i to bez okładki. To wspaniała literatura. Jeśli coś z tamtych smutnych czasów można odnaleźć moich fotografiach z tamtego czasu, jestem z tego szczęśliwy – ale to było z mojej strony niezamierzone.

Czy był pan hippisem?

Nie, w latach sześćdziesiątych byłem już na to za stary.

Jest pan autorem zdjęć do jednej z reklam alkoholu. Czy przyjąłby pan np. propozycję od twórców kalendarza Pirelli lub innego komercyjnego przedsięwzięcia?

Chyba nie. Prawdę mówiąc – nienawidzę pracować na zlecenie – a przecież taki kalendarz to byłoby mnóstwo roboty.

Używa pan aparatu tradycyjnego czy cyfrowego?

Używam bardzo tradycyjnego aparatu „Flexaret”, rozmiar filmu 6×6. To mój pierwszy i – mam nadzieję – ostatni

Co pan sądzi o technikach komputerowych w fotografii? Czy może to być wzbogaceniem formy czy też jest to zagrożenie dla autentyzmu zdjęć?

Nie używam komputera – nawet nie używam mojego Hasselblada! Wciąż staram się pracować używając bardzo prymitywnych narzędzi. Dobra powieść może być napisana zwyczajnym ołówkiem i żaden komputer nie jest do tego potrzebny. Być może rzeczywiście komputery mogą wzbogacić formę, ale tradycyjne zdjęcie, wywoływane na papierze jest wciąż bardzo cenne – jest bardziej trwałe.

Co daje panu większą możliwość wyrazu: fotografia czarno-biała czy kolorowa?

Głęboko wierzę w czarno-białe zdjęcia. Jest to też o wiele prostsze a poza tym zdjęcia nie blakną, jak to jest w fotografii kolorowej

Czy wbiła się w panu w pamięć jakaś historia związana z fotografowaniem?

Pewnego dnia zatrzymał mnie na ulicy bezdomny i poprosił, żebym sfotografował jego psa. Zgodziłem się, i zabrałem się do roboty tak starannie jakbym pracował za milion koron. Rezultat mnie zaskoczył, zrozumiałem jak wiele im jesteśmy winni: bylo tam wszystko – samotność, tęsknota, smutek bez końca. Nie było tam tylko jednej rzeczy – wyrzutu.
Dokończyłem pracę nad tą fotografią, oprawiłem ją w ramki i chciałem zanieśc ją tym dwóm bezdomnym przyjaciołom. Długo chodziłem po ulicach szukając, ale już nigdy więcej nie było mi dane ich spotkać.

Co może pan powiedzieć o sobie w roli ojca?

Byłem raczej złym ojcem i niektóre z moich dzieci do tej pory nie mogą mi tego wybaczyć. Ale nigdy nie używałem wobec nich przemocy, nigdy ich nie uderzyłem. Nienawidzę przemocy.

Czy rodzina Saudków (Karel, Sara) wspiera się w swojej twórczości?

Wszyscy troje pracujemy całkowicie osobno

Jaka jest najważniejsza rzecz, której nauczył się pan od swojej matki?

Najważniejszej rzeczy nie nauczyłem się od matki. To ojciec powiedział mi:” Przed tobą jest droga – cel jest na końcu – musimy iść przed siebie – i nigdy się nie zatrzymywać.”
Ale to matka dała mi życie, a to znacznie więcej niż słowa.

Jan Saudek – fotografik, malarz, grafik;
ur. 13 maja 1935 r. w Pradze, jako syn urzędnika bankowego.
Jego ojciec przeżył pobyt w obozie w Terezinie, w którym zginęło jego sześciu braci.
Jego pierwsze zdjęcie przedstawione w artykule pochodzi z 1953 r.; jak mówi „do 1963 nie robiłem nic innego, tylko wkładałem film do aparatu i przyciskałem guziczek”.
W 1963 po raz pierwszy wystawia swoje zdjęcia w Pradze trzy lata później powstaje jego najważniejsze zdjęcie – „Życie”.
1969 – Wyjazd do USA, rok później rozwód z Marie, matką Samuela i Davida.
1972 – W jego twórczości pojawia się najbardziej dla niego charakterystyczny motyw -odrapana ściana piwnicy. Nawiązuje współpracę z wieloma zachodnimi fotografikami( Paule Pia, Karsten Fricke, Anita Neugebauer).
1984 – Zostaje członkiem Czeskiego Związku Artystów Wizualnych.

Jan Saudek jest też autorem książki „Życie, Miłość, Śmierć i inne błahostki” (Art Unlimited, Amsterdam, 1991).

Szczegółowa biografia na stronie: www.saudek.com
Przygotował Sławek Wójcik

źródło: pk.org.pl

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks