„Nie przypuszczałem, że wyawansuję się na autora trumiennych portretów przyjaciół. Ale jako syn kolejarza wiem jedno – pociąg odchodzi, a człowiek zostaje sam na peronie. Zebrane tu teksty uwiły się z emocjonalnego  szoku;  z uczuć przyjaźni, które do niczego nie zobowiązują. Nagle staje się tragedia i dopada nas rozpacz pustki i dotkliwość nagłego porzucenia, bo samoistniejemy. Całkiem znienacka ubywa nas samych, bo śmierć jest jak rekin: pojawia się nagle i wyszarpuje krwawymi ochłapami.” (Portrety Godziwe Kazimierz Kutz)

Kazimierza Kutza darzę ogromną sympatią, lubię jego felietony i filmy, lecz po książkę sięgnęłam pierwszy raz. Będąc w księgarni zachęciła mnie okładka, z której to spoglądał na mnie właśnie sam Kazimierz Kutz, taki spokojny, w czapce takiej jakiej chadzał mój ojciec, ręce złożone i ten spokój na twarzy wymieszany z czymś dziwnym (tutaj brawo dla fotografa), spoglądał na mnie poczciwy starszy pan, którego twarz dawała do zrozumienia, że ma coś do opowiedzenia. A że uwielbiam słuchać historii ludzi ode mnie starszych, ludzi którzy mieli o co walczyć, ludzi z tamtych lat poczułam potrzebę natychmiastowego spoufalenia się z książką.

„Portrety godziwe” to książka wspomnieniowa, pęknie opowiedziana i nakreślająca sylwetki ludzi bliskich autorowi. W dziale „Zbyszek” zaczytywałam się z zapartym tchem, bo nie dosyć, że pan Kutz ciekawie przedstawia historie to co chwilę sypnie niewiarygodnie mądrym stwierdzeniem. I tak to dowiemy się czytając, że najsłynniejszy aktor powojenny Zbigniew Cybulski wszędzie był spóźniony, że nie uznawał innych butów jak tylko pionierki i nie rozstawał się nigdy z chlebaczkiem. Pomiędzy tą charakterystyką zewnętrzną czytelnik zostanie dopuszczony głębiej tego co w człowieku siedzi, tak jest w przypadku każdej opisywanej osoby. Wzruszająca jest opowieść „Przyjaźń, dla której warto było się urodzić”, w której Kutz przedstawia nam swojego długoletniego przyjaciela i pisarza Stanisława Dygata. To tutaj autor wyznaje, że w mieszkaniu Kaliny i Stanisława Dygata dojrzewał na parapecie jak zielony pomidor. Dla młodszych mieszkańców Śląska i Szopienic ciekawostką będzie, że był tam dom w którym mieszkali dwaj olimpijczycyJanusz Jan Sidło – lekkoatleta i pierwszy polski ciężarowiec Czesław Białas. Ponad to zaznajomimy się z Kaliną Jędrusik, Jerzym Ziętkiem, Tadeuszem Łomnickim oraz Edwardem Gierkiem.

Z „Portretów godziwych” wypływa autentyzm i ciepło, i mimo wszystko że ludzie portretowani byli bliscy reżyserowi zachował przyzwoity obiektywizm. W książce przedstawieni są ludzie wielscy, artyści i osoby związane ze Śląskiem, wszystkich łączyła jedna cecha, pasja do tego czym się zajmowali, byli to ludzie skomplikowani i niebanalni, przez co wyjątkowi. I tutaj brawa dla autora, który przedstawił tych, że ludzi po ludzku, z ułomnościami i fobiami, bez zatuszowywania, jak to sam Kutz określił „golizny”.

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks