Już parę lat temu chciałam przeczytać „Gnój”, czas mijał, a ja w codzienności zadań odsunęłam tę lekturę. Mam spis książek, który systematycznie mi się powiększa, zajrzałam i odnalazłam tam „Gnój” na pozycji „bardzo chcę przeczytać” :) nie przedłużając od razu książkę zdobyłam i w końcu przeczytałam.

„Gnój” przedstawia dzieciństwo chłopczyka maltretowanego przez ojca, ale nie jest to kolejna książka opisująca dysfunkcje w rodzinie, nieszczęśliwe małżeństwo i poharatane codziennością życia dziecko. Ta książka to poruszające studium małego chłopca, chłopca który może gdzieś nie daleko nas mieszka, przechodzi, może siedzi obok nas, lub w samych nas.
Jest dobitnie, czytający kaleczy się razem z bohaterem jego nieszczęściem, do tego wszystkiego niesamowity język literacki, który potęguje zło, katusze i ucieczki w głąb siebie. Historia dzieje się na Śląsku, przez co jest sporo po śląsku, co dodaje temu obrazowi jeszcze więcej gorzkiej prawdziwości.
W „Gnoju” dobitnie autor przedstawił ludzi nieszczęśliwych, ludzi, którzy mogli wieść lepsze życie, bo mieli do tego predyspozycje. Koniec opowieści jest bezceremonialny, nie dający żadnych optymistycznych złudzeń, są przedstawione sylwetki ludzi zatraconych i zmarnowanych we własnych życiach, ugniatających się po stęchłych pokojach i wpatrujących beznamiętnie w pudło szklanego obrazu.
Takie historie są wszędzie, takie zmarnowane istnienia towarzyszą nam równolegle i, szkoda tylko tych dzieci, które poturbowane będą musiały się całe życie się z tym zmagać.

Jeżeli jeszcze nie przeczytaliście tej pozycji to gorąco ją polecam, czyta się szybko, książka pozostaje w pamięci.

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks