Coś się stało, a może zawsze tak było, tylko ukryte i przemilczane.
Zachodzę o głowę co się dzieje z jakością nauczania na uczelniach wyższych. Jeszcze parę lat temu złą famą opiewały uczelnie prywatne, na które szła młodzież po to tylko żeby mieć papier, jakoś się udawało im się przetrwać pięć lat, powstawały fabryki nieumiejętnych magistrów. W tej chwili obserwuję że zjawisko to zawitało również na uczelnie państwowe i o zgrozo na te o dobrej renomie. Nie umiem zrozumieć jak kadra uczelni może dopuścić kogoś do obrony pracy magisterskiej kto kompletnie nie posiada podstaw, spotkałam się ostatnio z wieloma takimi przypadkami, gdzie student kompletnie nie wiedział o co chodzi, szukał pomocy na forach, nie dał rady sobie z napisaniem oprogramowania to promotor pracę zawęził i polecił że ma samą pracę teoretyczną napisać czego samodzielnie nie zrobił, magistra obronił, następny przykład, student politechniki na czwartym roku chwali się publicznie, że jest na tej uczelni tylko i wyłącznie przez szczęście i nie wiele może przedstawić wiedzy a tytuł obroni bo to formalność i ma rację obroni się bo to faktycznie jest „tylko formalność”.
Mogłabym jeszcze podać więcej podobnych przykładów gdzie absolwenci chwalą się tym publicznie, nie ma nawet w nich krzty pokory i wstydu, może i dobrze bo w końcu ktoś im ten papier dał.
Nie wspomnę już o takich kierunkach jak administracja, hotelarstwo, resocjalizacja czy turystyka i innych tworach powstających na wątpliwe potrzeby. Nie spotkałam jak dotąd nikogo po tych kierunkach kto by na prawdę tam poszedł z powołania, na administrację ostatnimi latami masowo podążały panie z urzędów by dotrwać do emerytury, za niedługo będziemy mieli z papierem kasjerów, sklepowe czy magazynierów owszem z papierem ale czy z wiedzą i umiejętnościami?… no i czy ten papier cokolwiek będzie znaczył? Oprócz podniesienia ego studiującego i zasilenia kieszeni wykładowców.
Oczywiście nie mogę tutaj wszystkich wrzucić do jednego wora i powiedzieć, że każdy kto kończy studia wyższe nie posiada wiedzy i że mu się nie należy, bo okrutnie bym skłamała i obraziła na prawdę spore szeregi zdolnych ludzi, ale drażni mnie że w te szeregi wkradło się zbyt dużo ludzi przez pomyłkę, którzy psują rynek chamstwem i ignorancją, którzy nie potrafią nawet się porządnie wysłowić o tekście pisanym nie wspomnę.
Czy wykładowcy na prawdę nie widzą kogo dopuszczają do egzaminów, wątpię, myślę że w ogromnej rzeszy przypadków przymykają na to oko przez co dokładają swoje pięć groszy do upadku estymy nauki.
Miałam okazję ostatnio się przyjrzeć studentom oraz prześledzić trochę for internetowych, na których oto nasza przyszła inteligencja kraju wypowiadała się publicznie na temat swoich wykładowców oto oryginalny tekst rozmowy „co nie zaliczyła ci, a to bura suka, daj jej ciągnąć może jej brakuje” tekst się tyczy wykładowczyni, od takich wypowiedzi aż się roi na studenckich forach. Na wykładach staje się normą że delikwenci zamiast notować grają w playstation, nie wierzę że wykładowcy tego nie widzą!
Bezpowrotnie minęły lata, kiedy to młody człowiek mógł być na prawdę dumny ze swojego wykształcenia i co najważniejsze wnosił coś nim do społeczeństwa, teraz ten zdolny i posiadający wiedzę musi się przepchać łokciami udowadniać, że jest coś warty, a powinno być na odwrót. Nie można mieć tutaj pretensji do ludzi, którzy idą po to żeby iść, żeby pochwalić się papierkiem matce czy ojcu, pretensje można mieć do ludzi, którzy wpuszczają ich w pielesze uczelni bez odpowiednich predyspozycji.

Miło mi się zasłuchuje w ludzi starszych, którzy opowiadają jak to było kiedyś, którzy tak wiele sobą reprezentują, posiadają maniery, umiejętność dobrego wyczucia i zachowania się, którzy wiedzą co mówią i o czym.

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks