Maksymilian I twierdził, że ci, którzy sprzeciwiają się paleniu czarownic, nie są godni nazywać się chrześcijanami.

Z kąd się wzięła ta niesamowita histeria, kto i co ją zapoczątkowało, już w Starym Testamencie był zapis: Nie pozwolisz żyć czarownicy. Po łacinie czarownicę nazywano malefica co oznaczało łajdaczkę i niebożnicę.

W kulturach starożytnego Bliskiego Wschodu czary i magia były powszechnie uważane za realne fakty. Literatura starożytnej Mezopotamii, Egiptu i Kanaanu obfituje w postacie posiadające nadprzyrodzoną moc leczenia chorób lub uprawiające magię. Wraz z tym przekonaniem istniał, zwłaszcza w Mezopotamii, strach przed stłumieniem czarów oraz czarnoksięstwem. Według Biblii, starożytnych Hebrajczykom również nieobca była magia, choć hebrajki termin określający czarownicę bądź wróżkę odnosił się raczej do osób, które dziś określilibyśmy mianem mediów bądź jasnowidzów, posiadających moc przewidywania przyszłości.

W starożytnej Grecji i Rzymie panowało liberalne podejście, karano tylko tych, którzy mieli na celu wyrządzanie krzywdy innym. Ci zaś, którzy uprawiali magię w szlachetnym celu, budzili powszechne uznanie, a nawet otrzymywali oficjalną zgodę na swoją działalność. Powszechnie znany był fakt, że osoby praktykujące magię potrafią pomagać, ale też niszczyć i szkodzić ludziom w ich finansowych, politycznych, sportowych i miłosnych poczynaniach, a nawet sprowadzić śmierć.

Pojęcie czarów było szeroko rozpowszechnione także wśród ludów germańskich, które u schyłku cesarstwa rzymskiego rozprzestrzeniły się w całej Europie. Podobnie jak w świecie grecko – rzymskim, tego rodzaju właściwości przypisywano przede wszystkim kobietom, a zajmująca się czarami wiedźma – starucha stała się znaną postacią w literaturze. Na północy Niemiec istniały święte kobiety, otoczone czcią jako plemienne wróżbitki, a powszechnie uważano, że kobiety są blisko związane z naturą i stanowią dla niej swoisty „kanał”. Sasi wnieśli do kultury angielskiej swoje diaboliczne bóstwa: Thora, Wodana i Logiego, oraz Walkirie – dzikie kobiety, które w burzliwe noce latały wśród chmur. Angielski termin witch, oznaczający czarownice, wiedźma, wywodzi się z anglosaskiego słowa wicca, które oznaczało wróżkę bądź proroka.

Początek

Wiek XVI był czasem niesamowitych sprzeczności i kontrastów, z jednej strony rozkwitał humanizm, rozwijały się nauki przyrodnicze, były odkrywane nowe zakątki świata, z drugiej zaś strony szerzyły się nieustające wojny religijne, pogromy i coraz to silniejsza wiara w zabobony.
Po dziś dzień historykom ciężko jest wytłumaczyć histerię, która ogarnęła w tamtych czasach ludzi i trwała 300 lat.
Fale polowań na czarownice wybuchały w Europie wtedy, gdy jej państwa były nękane wojnami religijnymi. Zbrojne konflikty między katolikami a protestantami rozdzierały w szczególności Francję i Niemcy. Miasta i całe regiony zmieniały swoją przynależność wyznaniową z dnia na dzień, a czasami zdarzyło się to więcej niż raz.
Kiedy upadło Cesarstwo Rzymskie chrześcijaństwo stało się religią panującą w całej Europie, pomimo tego wiele pogańskich zwyczajów starożytnego świata, takich jak odprawianie czarów, nadal cieszyło się dużym powodzeniem wśród prostego ludu. Kościół katolicki, przekonany, że te przeżytki dawnych wierzeń to sprawka diabła, postanowili je wyplenić, atakując bezlitośnie i brutalnie każdy przejaw czarodziejskich praktyk. Torturowano i skazano na śmierć setki tysięcy bezbronnych osób. W obliczu tak niepwenych i brutalnych czasów prostemu ludowi było bardzo łatwo wmówić istnienie czarów i złych czarownic.

Najbardziej znaczącym wydarzeniem dotyczącym uprawiania czarów było wydanie przez papieża Innocentego VIII bulli Summis desiderantes affectibus w dniu 5 grudnia 1484 roku. To wydarzenie wyznacza w historii początek oficjalnego prześladowania czarownic. Bulla uchyliła stosunkowo ludzkie postanowienia Canon Episcopi, dając inkwizycji szerokie uprawnienia i kontrolę nad prześladowaniem czarownic i heretyków. Czytamy w niej:
Dowiedzieliśmy się, nie bez gorzkiego smutku, że w niektórych rejonach północnych Niemiec, jak również w prowincjach, miastach, rejonach północnych Niemiec, jak równie w okręgach, regionach i diecezjach Moguncji, Kolonii, trewiru, Salzburga, remy, liczne osoby obu płci, nie baczą na swoje zbawienie i porzucając ścieżkę wiary katolickiej, zadają sie z diabłem, inkubami i sukkubami przez zaklęcia, czary, sztuczki magiczne i inne szatańskie przesądy oraz wszeteczne uroki, haniebne zbrodnie i przestępstwa, wytracają potomstwo kobiet i młode bydło, zarażają chorobami i niszczą owoce wyrosłe z ziemi, mężczyzn i kobiety , zwierzęta pociągowa, stadne i wszelakiego innego rodzaju; także winnice, sady, łąki, pastwiska, kukurydzę, owies i inne zboża na tej ziemi.
Ponadto ci przeklęci nękają i dręczą mężczyzn i kobiety, zwierzęta pociągowe i stadne, jak również bydło wszelakiego rodzaju, bólami i chorobami, zarówno zewnętrznymi jak i wewnętrznymi. Pozbawiają mężczyzn jurności, a kobiety płodności, stąd ani żony ze swymi mężami, ani mężowie z żonami nie mogą oddać się aktowi prokreacji.
Poza tym i przede wszystkim bluźnierczo odtrącają wiarę, która otrzymali wsakrament chrztu, a za namową wroga ludzkiego rodu nie cofają się przed popełnianiem najohydniejszych czynów i okrucieństw, wystawiając swoją duszę na niebezpieczeństwo, przez co obrażają majestat boski, są przyczyną skandalu i niebezpiecznych przykładem dla wielu innych.

W dalszej części bulli czytamy orzeczenie:
[...] wspomniani inkwizytorzy są przeto upoważnienie, aby beż żadnych przeszkód i na wszelkie sposoby podejmować środki zaradcze, wtrącać do więzień i karać wszystkich tych, którzy dopuszczają się powyższych obrzydliwości i zbrodni, tak jakby wszystkie prowincje, miasta, diecezje, regiony i okręgi, a nawet osoby i ich zbrodnie były nazwane i szczegółowo określone w naszych pismach.
Za przyczyną tej bulli uprawianie czarów stało się w oczach Kościoła równoznaczne z herezją, co niosło za sobą okrutną karę czyli spalenie żywcem.

Salem tutaj wszystko się zaczęło.

W 1692 roku na terenie Nowej Anglii zaczęły krązyć pogłoski, że pojawił się diabeł. Dwa mocarstwa kolonialne: Francja i Anglia prowadziły wojnę. Indianie wkroczyli na wojenną ścieżkę. Piraci pustoszyli statki handlowe. Szerzyła się czarna ospa. Zima była wyjątkowo surowa, a nałożone podatki rujnujące. Dla purytanów w Nowej Anglii taka linia nieszczęść mogła być tylko wynikiem działań szatana i jego ziemskich przedstawicielek czyli czarownic.
Pierwsze wzmianki o czarach pojawiły się po tym, jak grupa młodych dziewcząt spotkała się w domu wielebnego Samuela Parrisa w wiosce Salem, aby wysłuchać zachodniosłowiańskich opowieści Tituby, Indianki, niewolnicy Parrisa. Dwie spośród dziewczynek, dziewięcioletnia córka pastora Elisabeth i jej jedenastoletnia kuzynka Abigail Williams tak bardzo przejęły się ową opowieścią, że popadły w nieopanowany atak szlochu i konwulsji, na niedomiar złego Elisabeth rzuciła przez pokój Biblią. Nie by to pierwszy wypadek, kiedy te dwie dziewczynki zwróciły na siebie uwagę, ponieważ już wcześniej uważano je za samowolne i krnąbrne, jednak ten fakt skupił na nich większą uwagę, niż mogły się spodziewać.
Ich historia udzieliła się innym. Dziesięć nastoletnich dziewcząt zaczęło wykonywać dziwaczne gesty, przyjmować zaskakujące pozycje i wygłaszać absurdalne przemowy, których ani one same, ani nikt innym nie potrafił zrozumieć. Jedna z nich, siedemnastoletnia Elizabeth Hubbard, była siostrzenicą miejscowego lekarza, doktora Williama Griggsa, który przeprowadziwszy badanie dziewcząt nabrał przekonania, że ma do czynienia z opętaniem. Niedługo potem lokalne władze rozpoznały przypadek czarów.
Inna ofiara, dwudziestoletnia Mary Warren popracowywała u Elizabeth i Johna Proctorów, którzy odkryli lekarstwo na jej napady: otóż kończyły się one natychmiast, gdy tylko John groził, że sprawi jej lanie. Inne lekarstwo wynalazła Mary Sibley, ciotka szesnastoletniej Mary Walcott. Poprosiła, aby mąż Tituby przyrządził „ciasto czarownic”. Jęczmień zmieszano w nim z moczem dzieci, potem zaś podawano do zjedzenia psu. Miało to poskutkować przeniesieniem choroby z dzieci na nieszczęsne zwierzę.

Procesy

Procesy skazanych o czary toczyły się przed trybunałem inkwizycyjnym. Pierwsze pytanie skazanego tyczyło się wiary w czary, czy w nią wierzy czy nie. Było to pytanie retoryczne każda odpowiedź była zła, zaprzeczenie oznaczało karę śmierci, przyznanie się oznaczło nieludzkie torturowanie, tortury miały wymusić przyznanie się do winy oraz wydanie wspólników.

Ludzie byli tak zdesperowani i umęczeni torturami, że podczas procesów wygadywali niestworzone historie, także oskarżyciele opowiadali natchnione głupstwa, w które święcie wierzyli inkwizytorzy:

„W czasie procesu mówiono o lataniu na miotle i o ucztach, w czasie których podawano „pieczone i gotowane mięso(…) czerwony chleb i czerwone jak krew wino” – większość purytanów uważała Przeistoczenie za dzieło szatna.”

Dochodziło już do takich nonsensów:
Pewien mężczyzna dowiedział się, że został oskarżony o dziewięć morderstw, przerażony uciekł z miasta. Przed sądem stanął jego brat, który został oskarżony o podjudzanie swojego psa, aby dręczył i nękał młode dziewczęta. Psa postawiono przed sądem, oskarżono i powieszono jako czarownika.

Tortury

Czarownice oraz czarownicy doświadczali najbardziej wyuzdanych tortur.
Tortury dzielono na wstępne i końcowe. Tortury wstępne stosowano, aby zmusić badanego (w większości wypadków badaną) do przyznania się do winy. W tym celu stosowano następujące metody: obnażenie, groźba, związanie, biczowanie, ściskanie i miażdżenie palców, rozciąganie na drabinie.
Tortury końcowe stosowano w przypadkach, gdy osoba oskarżona nie chciała się przyznać do winy, gdy milczała oraz po to, by zmusić ofiarę do wydania wspólników. Tortury można było stosować do trzech razy.
Następną kategorię stanowiły tortury dodatkowe dla przestępstw specjalnych. W takich sytuacjach stosowano obcinanie rąk lub nóg, oślepianie lub rozszarpywanie rozpalonymi do czerwoności obcęgami, wyrywano kobietą piersi przy pomocy rozżarzonych kleszczy.
W trakcie procesu oskarżonym golono włosy i umieszczano w beczce czarownic, czyli w odizolowanych od ziemi klatkach. W trakcie przesłuchań oskarżonych poddawano rozmaitym próbom. Najbardziej znana jest „próba wody”. Związaną kobietę wrzucano do wody. Jeśli tonęła była niewinna. Jeśli utrzymała się na wodzie (a ponieważ kobiety nosiły wówczas obszerne suknie, między ich fałdami mogło gromadzić się powietrze, tworząc balon, który utrzymywał oskarżoną na powierzchni wody) oznaczało, że pomaga jej diabeł. Taką delikwentkę wyławiano i oddawano w ręce kata. Tak czy inaczej kobieta ponosiła śmierć. W trakcie tzw. „próby igieł” na ciele podejrzanej poszukiwano znamion na skórze, które uznawano za pozostawiony przez diabła „znak czarownicy”, wówczas kłuto szpilkami takie miejsce, które nie krwawiło i miało być ono odporne na ból. Jeżeli torturowana czarownica zemdlała uznawano to za pomoc szatana, w celu oszczędzenia jej cierpienia.
Peine forte det dure była to tortura stosowana do wymuszania zeznań na opornych. Polegała ona na tym, że na nagim ciele nieszczęśnika kładziono coraz większe ciężary.
Na nogi zakładano żelazne buty i umieszczano je blisko ognia, buty straszliwie się nagrzewały oskarżony był tak torturowany dopóki się nie przyznał do winy.
Oskarżeni byli zmuszani do połykania oleju i octu.
Ofiara była podnoszona do góry w pozycji stappado, a potem spuszczana w dół i gwałtownym szarpnięciem znów zatrzymywana o kilka stóp nad ziemią. We Francji do stóp skazańca przywiązywano ciężary – zwykle od 40 do 220 funtów, w Macon użyto ciężaru 660-funtowego.

RAPORT O PIERWSZYM DNIU TORTUR KOBIETY OSKARŻONEJ O CZARY W PROSSNECK, NIEMCY W 1629 ROKU

1.Kat związał jej ręce, obciął włosy i położył na stelażu. Wylał na jej głowę alkohol i podpalił, wypalając jej włosy aż do korzeni.
2.Położył pasy siarki pod jej pachami i na plecach i podpalił je.
3.Związał jej ręce za plecami i pociągnął ją pod sam sufit.
4.Pozostawił ją tak wiszącą na trzy albo cztery godziny, podczas gdy sam udał się na śniadanie.
5.Kiedy wrócił, polał alkoholem jaj plecy i podpalił.
6.Przymocował do jej ciała wielkie ciężary i ponownie podciągnął ją pod sam sufit. Potem położył ją z powrotem na stelażu i przyłożył do jej ciała deskę najeżona ostrymi szpikulcami. Poprawiwszy ją w ten sposób, ponownie podciągnął ją pod sam sufit.
7.Następnie miażdżył jej kciuki i duże palce u nóg w imadle, a potem przeplótł jej pod ramionami kij i powiesił w takiej pozycji na kwadrans, aż zemdlała parę razy.
8.Potem miażdżył jej łydki i nogi w imadle, zawsze przeplatając tortury pytaniami.
9.Potem wychłostał ją rzemiennym pejczem, tak że jej koszula nasiąkała krwią.
10.Jeszcze raz miażdżył jej palce w imadle i pozostawił ją w tym śmiertelnym bólu na katowski stołku od godziny 10.00 do 13.00, podczas gdy on sam i inni urzędnicy udali sie na posiłek. Po południ przyszedł urzędnik, który potępił tak bezlitosne metody. Ale oni wychłostali ją znowu w przerażający sposób. W ten sposób zakończył się pierwszy dzień tortur.

Po czym rozpoznawano czarownicę i czarownika

Skazy i plamy o określonym kształcie były diabelskimi skazami, które zdradzały czarownicę. Na przykład skaza lub plama podobna do żabiej łapki albo zająca, pająka, szczeniaka czy myszy, była uważana za naznaczenie wyznawcy ręką diabła. Były to znamiona, blizny albo tatuaże, które nie krwawiły, kiedy się je nakłuwało. U mężczyzn znajdowały się, pod pachami, na ustach, na ramionach albo w okolicach odbytu. U kobiet zaś można je było zobaczyć na piersiach albo ukryte pod włosami łonowymi. W efekcie oskarżone o czary kobiety na kontynencie często musiały być publicznie obnażane, a ich ciała golono.

By pojawiło się podejrzenie o uprawianie czarów, wystarczało bardzo niewiele: każdy przypadek śmierci, choroba, nieszczęśliwy wypadek, niekorzystne wydarzenie można było przypisać czarom. Podobnie interpretowano przyjście na świat martwego dziecka, upadek z drabiny na plecy, użycie podczas kłótni słów typu „niech cię diabli wezmą”, dewiacje seksualne, częstą zmianę miejsca zamieszkania, zmieszanie lub spuszczony wzrok w chwili ,gdy mówiono o czarach, posiadanie różańca z nadłamanym krzyżem itp.

Matthew Hopkins – generalny łowca czarownic

Hopkins całkiem poważnie traktował magię i czary przez co stracił setki niewinnych istnień i dorobił się nie małego majątku. Powszechnie znano go jako „generalnego łowcę czarownic”, tytuł ten nadał sobie sam. Hopkins, sprawujący terrorystyczne rządy przez czternaście miesięcy, był odpowiedzialny za skazanie i egzekucję w tym czasie ponad 200 rzekomych czarownic, było to niemal tyle ile wyśledzili wszyscy inni łowczy czarownic w Anglii razem wzięci.
W swojej książce “Odkrywanie czarów” wydanej po raz pierwszy w Londynie w 1647 roku, opisał, jak to się zaczęło: „W marcu 1644 roku miał siedem czy osiem z swojej straszliwej sekty Czarownic mieszkających w miasteczku Menningtreee w Essex wraz z równymi innymi mieszkającymi w sąsiedztwie, które spotykały się regularnie co sześć tygodni w nocy (zawsze to była noc piątkowa) w miejscu niewiele oddalonym od jego domu. Odbywały się tam swoje uroczyste składanie ofiar diabłu. Ów odkrywca słyszał, jak jedna z nich przemawiała do swoich chochlików, każąc im iść do innej wiedźmy, która zaraz potem została zatrzymana.”
(…) Po zakończeniu procesów w Chelmsford, Hipkins wkrótce stał się najbardziej poszukiwanym ekspertem w tych sprawach. To wtedy nadał sobie tytuł „generalnego łowcy czarownic” i twierdził, że ma od parlamentu specjalne pełnomocnictwo, aby oczyścić kraj z czarownic.
Oczywiści w czasach wojny domowej purytańskiej wschodniej Anglii nie brakowało rzekomych czarownic. Aby poradzić sobie z wciąż rosnącym zapotrzebowaniem na swoje usługi, Hopkins, ubierający się teraz modnie w purytański kaftan ze stójką i pelerynę, przyjął do współpracy pomocników – dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Osławiony „szpikulec czarownic” Jack Stearne był jego zastępcą zaś mary Philips zwana Świętoszką została specjalistką od diabelskich znaków.
W niedługim czasie liczył sobie Hopkins sobie 25 funtów za oczyszczenie miasteczka lub wsi z czarownic. Szacuje się, że wraz ze swymi pracownikami udało mu się zarobić niemal tysiąc funtów.
Hopkins przy wykonywaniu swojej pracy traktował plotki i pomówienia jako formalne oskarżenia. Jeog ofiarami zwykle zostali ludzie starzy, biedni i nieudolni – najbardziej bezbronni członkowie społeczności. Wyszukiwał osoby nielubiane, do których inni mieli jakieś żale, a w każdej wiosce mieszkała zawsze co najmniej jedna samotna starucha. Wspomaga się przy tym swoją „listą diabła”, która jak twierdził, była zaszyfrowanym spisem wszystkich czarownic w kraju.
SPECJALNOŚCIĄ HOPKINSA BYŁO WYMUSZANIE ZEZNAŃ O CZARNOKSIĘSTWIE OD STARSZYCH KOBIET, POSIADAJĄCYCH ZWIERZĘTA DOMOWE.
(…) Inną metoda, dopuszczaną w czasie przesłuchań osób podejrzanych o czary było nakłuwanie, rzekomo potrzebne do odkrycia prawdziwego „diabelskiego piętna”. Hopkins i jego pomocnicy rozwinęli tę metodę w straszliwie bolesne męczarnie, używając przy tym całej gamy przeróżnych ostrych szpikulców, igieł i szydeł. Hopkins nie gardził także oszustwem, aby dowieść czyjejś winy, toteż czasem uciekał sie do użycia specjalnych wysuwanych i chowanych ostrzy, które miały spowodować, że przekłute piętno nie krwawiło.”
(…) Najbardziej pożądanym efektem przesłuchań było przyznanie się do winy. Aby pomóc ofiarom w osiągnięciu tego stanu, Hopkins potrafił przywiązywać je ze skrzyżowanymi nogami do stołka lub krzesła i zostawić tak w samotności do dwudziestu czterech godzin. Była to metoda okrutnie bolesna, która jednocześnie pozostawiała na ciele widocznych znaków. Musiał je także do spacerowania nago i boso po lodowato zimnej posadzce celi – tam i z powrotem. Kiedy nieszczęśnicy doprowadzeniu już byli do kresu wytrzymałości przez upokorzenia i wyczerpanie, wtedy Hopkins rozpoczynał przesłuchanie, domagał się wiąż od nowa odpowiedzi na to, w jaki sposób rozpoczęły się ich kontakty z diabłem, Kiwnięcie głową albo chrząkniecie traktował jako zeznanie.
(…) Hopkins najchętniej zmuszał ludzi do przyznania się, że podpisali pakt z diabłem, ale wśród oskarżeń było także rzucanie śmiertelnych uroków na ludzi i zwierzęta domowe, wywoływanie chorób i powodowanie kalectwa, a także zabawianie się z chochlikami i duchami pod postacią zwierząt, które w rzeczywistości były po porostu zwykłymi domowymi zwierzętami. Inna metodą wykrywania czarownic która posługiwał się Hopkins, było „pławienie”. Ofiarę związywano liną i wrzucano do wody, Jeśli jej ciało unosiło się na powierzchni, był to dowód, że była czarownicą. Jeśli natomiast tonęła, uważano to za dowód niewinności. Stała za tym idea, że jeśli czarownica wyrzeka się wody chrzcielnej, to woda również wyrzeka się jej i przez to jej ciało w nienaturalny sposób unosi się na powierzchni. Tej metody używano od 1612 roku , jednak Hopkins rozwinął ją publiczny spektakl. Jego ofiary były zginane na pół, z rękami skrzyżowanymi między nogami i kciukami przywiązanymi do dużych paców u nóg. Kolejną liną przewiązywano je w pasie, a jej końcówki trzymali ludzie obu stron, rzekomo, żeby zapobiec utonięciu ofiary. Następnie opuszczano skazańca do rzeki, stawu albo strumienia, i zanurzano w wyciągano trzy razy. Jednak to, czy ofiara tonęła, czy nie, zależało od ludzi trzymających linę.
(…) Został poddany „pławieniu w fosie”, przez trzy doby nie pozwalano mu spać, a potem musiał chodzić bez spoczynku, aż jego stopy pokryły się pęcherzami. Zmęczony życiem i ledwie zdając sobie sprawę z tego, co mówi i co czyni przyznał się do czarnoksięstwa i został powieszony. W drodze na stryczek, ponieważ odmówiono mu ostatniej posługi, sam recytował swoje nabożeństwo pogrzebowe.
(…) Według niektórych relacji Hopkins został w końcu sam oskarżony o czary i skazany na pławienie. Inne źródła podają, że udało mu się uciec, zaś jeszcze inne że został powieszony na szubienicy, która była karą za czarodziejstwo. Wersja przedstawiona przez Johna Stearne’a w książce wydanej w Londynie w 1648 roku Potwierdzenie i odkrycie czarodziejstwa głosiła natomiast, że Hopkins odszedł spokojnie po długim okresie chorowania na suchoty i że został pochowany w pobliskiej wiosce Mistely, 12 sierpnia 1647 roku.
Po śmierci Hopkinsa, która nastąpiła czy to za sprawą duszącego zemstą tłumu, czy we własnym domu i łóżku, procesy czarownic odbywały się jeszcze sporadycznie w różnych rejonach Anglii, choć nie towarzyszyły im już poprzedni entuzjazm i gorliwość.

Czerpanie zysków

Aresztowanie za uprawianie czarów było nie rzadko kosztownym interesem. We Francji, w większości przypadków, kosztów aresztu, tortur i procesu nie ponosiło państwo. Wszystkie koszty, łącznie z bankietem dla urzędników, który odbywał się po zakończonej egzekucji, musiała podnieść ofiara. Jeśli oskarżony był za biedny, to koszty ponosiły władze miejscowe.
Ciężar kosztów procesów czarownic w Niemczech, podobnie jak we Francji i w Szkocji, ponosiły same czarownice lub ich krewni. Korzyści z polowania na czarownice niewątpliwie mieli łowcy czarownic, podlegli im kaci, sędziowie, pisarze sądowi, oprawcy wykonujący tortury, straże, duchowni opiekujący się skazanymi, a nawet robotnicy, którzy wycinali drzewa na stosy – wszyscy oni musieli dostawać wynagrodzenie. Właściciele miejscowych oberży i zajazdów również czerpali zyski z przewijających się przez miasteczko tłumów, żądnych widoku egzekucji. Zaś lokalni dostojnicy, biskup, król albo sami inkwizytorzy zabierali wszystkie pozostałe środki majątku ofiar. Tak więc zarówno władze, jaki i cała gama ludzi przeróżnych fachów, meli zawoalowany interes w tym, żeby prześladowania czarownic trwały nadal. Cały ten biznes zaczął napędzać sam siebie i było coraz więcej osób, których życiowe dochody zależały od wykrywania czarownic.

Zarzuty stawiane czarownicom były trywialne, posądzano je o wywoływanie migreny, o odbieranie mleka krowom. Niestety każdy proces w którym uczstniczyła kobieta mógł się przerodzić w proces o czary, np. w 1580 roku w Kaliszu wędrowna prostytutka oskarżona o kradzież ostatecznie została uznana kochanicą diabła. Zbyt bogata, zbyt piękna, zbyt brzydka, znachorka lecząca ziołami i babka zakopująca uroki, aby komuś zaszkodzić, każda mogła stanąć przed sądem miejskim. W tych czasach wystarczyło spojrzeć na kogoś krzywo, uśmiechnąć się nie do tego człowieka i można było wyzionąć ducha na stosie.

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks