st_chanel1.jpg

coco_chanel.jpg

Ciekawa audycja o Coco Chanel  Tajemnice Coco Chanel

Coco Chanel. Pracująca dziewczyna
Joanna Bojańczyk

Lato 1914 roku w Deauville jest tak upalne, że nawet kobiety zadzierają spódnice i zanurzają nogi w wodzie. Coco ma nowy pomysł i sięga, jak zwykle, do szafy swego mężczyzny, „Boya” Capela. Pierwszy kostium kąpielowy składa się z granatowych spodni rybaczek i tuniki wykończonej białą lamówką, przewiązanej w pasie białą wstążką. Uszyty z wełnianego trykotu, jak męska bielizna, nie krępuje ruchów.

Kiedy zaczynał się XX wiek, miała lat 17. Po śmierci żony wędrowny handlarz bielizną Albert Chanel zostawił córkę w sierocińcu zakonnym Aubazine. Spędziła tam pięć lat, zostać dłużej mogłaby tylko, jeśli wybrałaby nowicjat. Nie chciała. W nieodległym Moulins kanoniczki prowadziły zakład dla dziewcząt. Przygarnięte sieroty pomagały siostrom w pracach domowych. Na wyprawkę dziewczynek z bogatych rodzin składały się kaszmirowe sukienki, pelerynki, toczki i dwie pary trzewików. Ubogie dziewczęta miały ten sam strój, ale z twardego samodziału i jedne, ofiarowane przez siostry, buciki.

Ko Ko Ri Ko

Po dwóch latach spędzonych w zakładzie kanoniczek Gabrielle znalazła pracę w miasteczku: rano jako pomoc w sklepie dziewiarskim, wieczorem jako statystka w café-concert. Ustawione półkolem z tyłu sceny poseuses w przerwach zabawiają gości nuceniem refrenów. Ciemnowłosą Gabrielle bywalcy nazywają „0Coco” od piosenki „Ko Ko Ri Ko”, którą często śpiewa.

Panna Chanel marzy o karierze aktorki. Próbuje sił w teatrach pobliskiego Vichy, najbardziej kosmopolitycznego kurortu Francji. Bez rezultatu. Latem pracuje tam dorywczo jako kelnerka w zakładzie wodoleczniczym. Ubrana w białą sukienkę nalewa do szklanek wodę mineralną. Po sezonie wraca do Moulins, gdzie w dzień czeka sklep, wieczorem kabaret.

Najbliższą przyjaciółką Coco jest piękna Adrienne Chanel, tak naprawdę jej ciotka. Dziewczyny są w tym samym wieku: obie biedne, ambitne i urodziwe. Na wyścigach w Vichy adorują je dobrze urodzeni młodzieńcy, wśród nich Étienne Balsan, oficer 90. pułku piechoty w Moulins.

Coco wyróżnia się z tłumu. Jej kapelusze są proste i lekkie, nie uginają się pod ciężarem sztucznych owoców, jak u innych pań. Tylko ona nosi grzywkę, tę samą, która za dwadzieścia lat stanie się fryzurą emancypantek. Zamiast strojnego żabotu ma prosty biały kołnierzyk i krawat. Jej wełniany płaszcz wygląda na pożyczony od mężczyzny. Ten strój to zarys stylu, który dwadzieścia lat później będzie nosił jej imię.

Chłopczyca na zamku Royallieu

Wkrótce 25-letnia Coco przeprowadza się do rodzinnej posiadłości Balsana – otoczonego starym parkiem zamku Royallieu przerobionego ze średniowiecznego opactwa. Wstaje późno, po śniadaniu bierze udział w rytuale czytania gazet na zamkowym tarasie, całymi dniami jeździ konno. Wieczorem spędza czas na zabawach i maskaradach, projektuje kostiumy. Kupuje ubrania w Samaritaine, sklepie, do którego eleganckie damy wysyłają pokojówki. Potem pruje, przerabia. Dla siebie najchętniej wybiera strój chłopczycy.

Jednak nie chce być tylko dziewczyną do towarzystwa. Chce pracować. Pod koniec pierwszej dekady XX wieku otwiera sklep z kapeluszami w eleganckim mieszkaniu najbliższego przyjaciela Balsana, Arthura Capela, przez przyjaciół zwanego „Boyem”, na rogu ulicy Cambon. „Mogłam otworzyć ten sklep, bo dwaj panowie licytowali się o moje niewielkie ciało” – napisze później.

Zobaczyć pannę Chanel

Rue Cambon – ten adres już na zawsze będzie związany z jej osobą. Jej pracownia nie jest zwykłym sklepem modystki, ale trochę salonem, do którego wpadają znajomi. A także nieznajomi ciekawi panny Chanel. „Nie miałam pojęcia, że klientki przychodziły, żeby patrzeć na mnie. Ja sama widziałam w sobie tylko małą prowincjuszkę. (…) Pewnego dnia przyszła do mnie jedna pani i bez ogródek powiedziała: >Przyszłam, żeby panią zobaczyć<”.

Na rysunkach Sema, najzłośliwszego i nainteligentniejszego karykaturzysty Francji tamtych lat, Chanel uosabia nowoczesny szyk. Nosi prosty kostium o męskim kroju, kapelusz z niedużym rondem. Inne kobiety epoki są sławne dzięki skandalom, pieniądzom czy pochodzeniu. Chanel jest sławna przez styl, który sama tworzy.

Na plaży bez kapelusza

Kilkanaście miesięcy przed wybuchem wojny Coco otwiera sklep z kapeluszami przy najelegantszej ulicy Deauville, modnego kurortu nad Atlantykiem. Wkrótce sprzedaje tam także bluzki, żakiety i spódnice. Szyje je z wełnianej flaneli, którą podpatrzyła w szafie Capela, a także z materiału zbyt taniego, zbyt zwykłego, żeby nadawał się na eleganckie ubrania – dżerseju. Dotąd robiono z niego tylko męską bieliznę.

Coco i Adrienne przebierają się dwa razy dziennie. Szykowne i triumfujące, przechadzają się po uliczkach Deauville w wygodnych butach z szerokim noskiem. To wzbudza komentarze, kobiety noszą przecież spiczaste trzewiki zapinane na haczyk. Wszyscy oglądają się za nimi, są żywą reklamą firmy.

Lato 1914 roku w Deauville jest tak upalne, że nawet kobiety zadzierają spódnice i zanurzają nogi w wodzie. Coco ma nowy pomysł i sięga, jak zwykle, do szafy swego mężczyzny, „Boya” Capela. Jej pierwszy kostium kąpielowy składa się z granatowych spodni rybaczek i tuniki wykończonej białą lamówką, przewiązanej w pasie białą wstążką. Uszyty z wełnianego trykotu, jak męska bielizna, nie krępuje ruchów.

Jeszcze tego samego lata Gabrielle i Adrienne zdejmują na plaży kapelusze. Są jedynymi osobami z towarzystwa, które noszą opaleniznę.

Umiałam wyrazić swój czas

Podczas pierwszej wojny światowej z ulic Deauville znikają eleganckie powozy, deptak pustoszeje. Ale uciekinierzy z Paryża muszą kupić ubrania, a czynny jest tylko jeden elegancki sklep: Chanel. Innym paryskim krawcom nie przyszło do głowy, aby otworzyć sklepy na prowincji. „Jeden świat się skończył, inny powstawał. Byłam tam: skorzystałam z szansy, która się nadarzyła. Ten wiek zwrócił się do mnie, żebym nadała mu formę ubraniową. Nie miałam wątpliwości, że to śmierć luksusu, pogrzeb XIX wieku i koniec epoki. Umiałam wyrazić mój czas” – napisze Chanel we wspomnieniach.

W czasie przepustki „Boy” zabiera Coco do Biarritz. To wrota do neutralnej Hiszpanii, kurort pełen ludzi wzbogaconych na spekulacjach wojennych. We Francji mówi się: „Front cierpi, Paryż gada, Biarritz korzysta”. Wkrótce Chanel otwiera w Biarritz sklep. Choć jej suknie kosztują trzy tysiące franków (już wtedy wiedziała, że drogie rzeczy wzbudzają pożądanie), sprzedają się świetnie. Coco ubiera dwór hiszpański, Bilbao i San Sebastian. Lansuje spódnice z tweedu, kardigany zakładane jedne na drugie. Spódnica i sweter, wczoraj herezja, teraz wydają się młode. Amerykański „Vogue” chwali „charming little chemise dress”, szmizjerkę, z małym kołnierzykiem i paskiem poniżej talii. „Luksusowa bieda” – komentuje stroje Chanel największy ówczesny krawiec, Poiret.

Geniusz wsiadania do samochodu

Gdy wojna dobiega końca, Chanel zatrudnia w Paryżu 300 szwaczek. Zwraca Capelowi pożyczkę i kupuje willę w Biarritz. Z entuzjazmem oddaje się sportom: najmodniejszemu automobilizmowi oraz wędrówkom. Ma krótkie włosy, zamiast kapelusza nosi chustkę albo beret baskijski. Chodzi w narzuconej na ramiona pelerynie ochotniczek amerykańskich z YMCA. To pierwsza sportowa sylwetka XX wieku. Wkrótce Chanel pokaże ją w swej pierwszej kolekcji.

24 grudnia 1919 roku wybucha opona w samochodzie, którym „Boy” jedzie do Cannes. Capel ginie na miejscu.

Zdruzgotaną Coco zaopiekowała się jedyna przyjaciółka, na której Chanel naprawdę zależało: Misia Godebska. W salonie pięknej pani Godebskiej na ostatnim piętrze pałacu Meurice (dziś jest tam wytworny hotel o tej nazwie) bywają Diagilew, Strawiński, Niżyński, Colette, Apollinaire, Proust, Renoir, Bonnard, Cocteau, Toulouse-Lautrec. „Genialna w perfidii, wyrafinowana w okrucieństwie” Misia, jak pisał o niej Paul Morand, przyjmowała artystów wśród ukochanych luster, chińskich lak i mas perłowych. „Była jedną z tych kobiet, którym Stendhal przypisywał geniusz. Geniusz sposobu chodzenia, śmiechu, wsiadania do samochodu, poruszania wachlarzem” – pisał Cocteau. Miała talent podchwytywania i tworzenia stylu. Wszystko, co nosiła, czym się otaczała, stawało się modą.

„To bogini niszczenia i tworzenia – notowała Chanel. – To rzadka istota, która umie podobać się tylko kobietom i niektórym artystom. Żyje wśród największych artystów, a nie ma żadnej kultury.

- Weź tę książkę, Misiu.

- Ciekawa jestem, skąd masz czas na czytanie?

Nie czyta nawet własnych listów”.

Coco nie opuściła przyjaciółki, gdy Misia była stara i samotna. Zrobiła jej pośmiertny makijaż.

Rubaszka w Paryżu

Po rewolucji do Francji napływa fala rosyjskich wygnańców. Jednym z nich jest rosyjski książę Dymitr Pawłowicz.

Ona ma lat 38 i dźwiga wspomnienie sierocińca. On ma 27 i jest półsierotą wychowanym przez guwernantki. Romans trwa rok, zostają po nim przyjaźń i erupcja motywów rosyjskich u Chanel. Rubaszka przepasana paskiem staje się mundurem paryżanek. Coco zatrudnia rosyjskie emigrantki jako hafciarki i sprzedawczynie. W Deauville kolekcję futer prezentują rosyjskie modelki, które całują Dymitra w rękę.

W 1922 roku Chanel projektuje kostiumy do „Antygony” w adaptacji Jeana Cocteau ze scenografią Picassa. Bohaterka ma włosy obcięte na chłopaka, oczy mocno podkreślone czarną kredką i białą twarz. Jej kostiumem jest gruba szata z brunatnej wełny w poziome pasy greckich meandrów. „Te wełniane ubrania w bezbarwnych tonach są jak antyczne wykopaliska” – ekscytuje się „Vogue”.

Piżama na Lido

Rok 1925. Modne są nowoczesność, jazz, czarna Afryka. Na Wystawie Światowej w Paryżu Chanel prezentuje dwie sukienki: jedną z tiulu, drugą z krepdeszynu. Obie czarne. Modelki uczesane są jak czarnoskóra Josephine Baker. Rodzi się moda uniseks: plażowa piżama projektu Chanel zarówno dla pań, jak i dla panów. Gdy Gabrielle przechadza się w niej w swojej posiadłości Garches pod Paryżem, wzbudza popłoch. Kobieta w spodniach! Za parę lat w jej piżamach po weneckim Lido będą spacerować contessy.

Perfumy Chanel N° 5 i ubrania świetnie sprzedają się w Ameryce. W 1928 roku Coco przenosi firmę do nowoczesnego salonu Art Déco przy tej samej ulicy Cambon, całego w lustrach i czarnej lace, jak u Misi. Dla siebie wynajmuje parter pałacyku przy pobliskim Faubourg Saint Honoré.

Podeszwy diuka

Bend Or, diuk Westminsteru, to według gazet „najbogatszy człowiek świata”. Coco poznaje go w Monte Carlo. Podróżują razem między zamkami Francji i Anglii. Diukowi lokaj prasuje sznurowadła, ale podeszwy jego butów są zniszczone. Chanel uczy się nowej rzeczy: że elegancja to coś trochę zaniedbanego.

Między rokiem 1926 i 1931 Coco projektuje modę w stylu angielskim: jej kamizelka z czarnymi rękawami i pasiastym gorsem jest taka, jak liberia lokajów w zamku Eaton Hall. Beret naciągnięty głęboko na czoło – identyczny jak u marynarzy statku „Cutty Sark”. Męskie kardigany narzucone na spódnice – jak swetry angielskich szlachciców. W damskich kostiumach pojawia się tweed, który Coco sama wybiera w szkockich tkalniach.

Ale Chanel proponuje też coś, czego angielska arystokratka nie ośmieliłaby się założyć: sztuczną biżuterię.

Jej modelki i ona sama noszą sznury pereł, bransoletki, broszki – nie do sukni wieczorowych, ale do swetrów i tweedowych żakietów. Do tego torebka, której nie trzeba trzymać w ręce. Prostokąt zawieszony na łańcuszku przetykanym skórą ma wewnątrz malutką kieszonkę zapinaną na zamek błyskawiczny.

Pod koniec lat dwudziestych Chanel kupuje stary dom na południu Francji, w Roquebrune. Otaczają go gaje oliwne, z okien widać dalekie wzgórza. Po trwającym rok remoncie dom jest gotowy. Jego surowa nowoczesność – białe tynki, minimum dekoracji i przedmiotów – znajomym Coco przypomina klasztor. Podobno architektowi, który projektował wnętrza, poleciła wizytę w Aubazine, miejscu dzieciństwa.

Czapka uniseks

W 1929 roku w kolekcji Coco obok sukni haute couture pojawiają się dodatki: wełniane czapki i szale. Idealnie nadają się na narty, sport, który zaczyna być popularny w klasie wyższej. Ten sam model kupują mężczyźni i kobiety. Do tego śniegowce, które niemiłosiernie chłoną wodę, i nieznośnie ciężkie wełniane spodnie. Pierwsza kolekcja mody sportowej XX wieku przyszła właśnie na świat.

W 1930 roku Chanel jedzie do Hollywood na zaproszenie Goldwyna. Zamiast rewiowych toalet ze strasów gwiazdy mają nosić codzienne, proste suknie. Za milion dolarów Chanel ma zreformować kiczowaty hollywoodzki gust. Skromny szary kostium z białą wiązaną bluzką i małym kapeluszem, który Gloria Swanson nosi w filmie „Dzisiaj albo nigdy”, jest jednym z ulubionych kostiumów samej Coco. Ale inne holywoodzkie gwiazdy nie chcą się podporządkować przybyszce z Paryża.

Swastyka nad hotelem Ritz

W przededniu drugiej wojny światowej Chanel zatrudnia przy rue Cambon 4000 osób, głównie kobiety, i sprzedaje 28 tysięcy sztuk ubrań rocznie. Wtedy na paryskim rynku pojawia się konkurentka: Włoszka Elsa Schiaparelli. Hafty do jej zwariowanych sukni projektuje Salvador Dali. Kiedy Schiap, jak ją nazywano, lansuje róż, Coco wychodzi ze stylem cygańskim, gdy Elsa skraca spodnie, Chanel obstaje przy długich. Dopiero wojna przerwie ten pojedynek.

W 1940 Chanel zamyka firmę. Po stronie kolaborującego z Niemcami reżimu Vichy staje prawie cała burżuazja francuska. Lanvin, Rochas i Fath dwa razy do roku pokazują kolekcje haute couture. Nad Ritzem, w którym zabarykadowała się Coco, powiewa flaga Rzeszy. Gdy wreszcie 26 sierpnia 1944 roku generał de Gaulle defiluje pod Łukiem Triumfalnym, Francja dzieli się na dwa wrogie obozy. Kobiety, które zadawały się z Niemcami, są wleczone nago po ulicach. We wrześniu 1944 roku do apartamentu Coco w hotelu Ritz zapukało dwóch mężczyzn.

Po godzinie jest z powrotem w Ritzu. Wstrząśnięta. Czy chodziło o wojenny romans z wysokim oficerem niemieckim? Kto ją uratował? Biografie Chanel nie poruszają tego tematu, świadkowie nie żyją.

Porażka i triumf

W 1945 roku Chanel wyjeżdża do Szwajcarii, potem do Stanów. Zostanie na wygnaniu przez osiem lat. Dopiero w 1953 roku, po czternastu latach milczenia, przygotowuje się do ponownego otwarcia firmy.

5 lutego 1954 roku w salonie przy rue Cambon zasiadły dziennikarki z Włoch, Niemiec i Ameryki. Coco jak zwykle siedzi na schodach, jej postać odbija się w dziesiątkach luster. Ma szarą spódnicę z wełny, czarny żakiecik. W dłoniach trzyma papierosa.

Jej kolekcja w niczym nie przypomina new looku Diora, który podbijał Europę, gdy Chanel milczała. U Diora jest ściśnięta talia, wywindowany biust, 15 metrów materiału na suknię dzienną, 25 na wieczorową. U Chanel są kostiumy z tweedu i proste sukienki z dżerseju. „Porażka!” – krzyczą gazety. Ale po roku Chanel znów jest na okładkach kolorowych magazynów. Gdy świat odreagował przepychem Diora wojenną nędzę, stylem okazało się to, co dziennikarze na pokazie uznali za brak stylu: prostota. Suknie Chanel nosi Delphine Seyrig w filmie Alaina Resnais „Zeszłego roku w Marienbadzie”.

Stara dumna Mademoiselle znów rządzi modą. Mieszka nad sklepem przy ulicy Cambon, wśród luster, koromandelskich parawanów, barokowych i greckich rzeźb. Sztuki koneserskiej nauczył ją José Maria Sert, trzeci mąż Misi Godebskiej. Ale nonszalancja, z jaką zestawia przedmioty, jest jej własna. Pokazuje, jak bardzo jej myślenie o modzie, jej estetyka są nowe.

Niekończące się poprawki, przymiarki. Mademoiselle jest głucha na prośby modelek, żeby wreszcie skończyć. Uzbrojona w zwisające u talii wielkie nożyce po raz dwudziesty pruje szwy, poprawia krój rękawa.

O północy jest jeszcze na nogach. Pije łyk wody i pracuje dalej.

Epilog

Lato 1968. Mam 17 lat i jestem pierwszy raz w Paryżu, pierwszy raz za granicą. Mam sandałki z czerwonego plastiku, mini z brązowego sztruksu i bluzkę z ciuchów. Trochę głupio się czuję, bo obok mnie w rzędach pozłacanych krzesełek siedzi kilkanaście pań z torebkami na łańcuszkach. W ciszy defilują chude modelki w bladoróżowych, cytrynowych i błękitnych kostiumach. Na nogach mają beżowo-czarne pantofelki. Kurczę nogi w sandałkach.

Po pokazie moja ciocia Jacqueline Citroën, która w domu mody Chanel odpowiada za kontakty z klientami, prowadzi mnie po krętych schodach do szczupłej starszej pani w czarnej sukni i perłach.

- Mademoiselle, pani pozwoli, że przedstawię moją siostrzenicę Jeanne z Warszawy?

Coco obrzuca mnie nieobecnym spojrzeniem zza grubych szkieł:

- Czy pokaz się pani podobał? Życzę przyjemnego pobytu w Paryżu.

Październik 2001. Z grupą polskich dziennikarek jestem na pokazie kolekcji Chanel na lato 2002. Na widowni faluje międzynarodowy tłum, są tu chyba dwa tysiące osób. Muzyka techno. Modelka w pomarańczowym kombinezonie ze skóry wjeżdża na podium na motocyklu. Za nią 85 dziewczyn w sukienkach z falbanami i szortach. Na końcu w ciemnych okularach i z wachlarzem wychodzi Karl Lagerfeld.

- Schudł 40 kilo – szepcze mi do ucha dziennikarka z „Vanity Fair”.

Mademoiselle Chanel umarła trzy lata po tym, gdy ją poznałam. Moja ciocia Jacqueline nie żyje od trzech lat. Do końca życia firma dawała w prezencie Chanel dwa kostiumy rocznie. 57 kostiumów i sukni wieczorowych Chanel jej syn podarował paryskiemu Muzeum Galiera.

legenda_coco_chanel_1829630.jpg

gabrielle-coco-chanel.jpg

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,808304.html

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks