26144_rubinstein-helena.jpg

z4343348x.jpg

z4343510x.jpg

Kim była Helena Rubistein, jak powstała już dzisiaj ta legendarna marka kosmetyków, zapraszam do poniższego tekstu.

Nie ma znaczenia, jak bardzo kobiecie trzęsą się ręce, zawsze może umalować oczy

Chaja! Chaja! – woła Hercel Naftali Rubinstein najstarszą z ośmiu córek. Hercel handluje naftą i jajami w sklepie na Kazimierzu w Krakowie. Chaja pomaga, ma głowę do rachunków lepszą niż ojciec.

Rubinsteinowie klepią biedę, mieszkają w jednej izbie w oficynie kamienicy przy ul. Szerokiej 14.

Potem będzie wspominać to inaczej. ‘Urodziłam się w 1872 r. w Krakowie, w Polsce, mieszkaliśmy w obszernej kamienicy przy rynku, blisko uniwersytetu ‘ – zapisze 93-letnia multimilionerka w pamiętnikach.

‘Urodziłam się jako pierworodne dziecko zamożnych rodziców… Moi dwaj dziadkowie mieli znaczne udziały w kopalnictwie i bankowości w Polsce, a ojciec zajmował się eksportem. Dzieciństwo i młodość spędziłam w szczęśliwej atmosferze w wielkim, starym domostwie. Pokoje były zapełnione zbiorami ojca, który kolekcjonował bibeloty, antyki i książki…’ – będzie opisywać w książce ‘Sztuka kobiecej urody’. Rzadko wspomni: ‘We wschodniej Europie Żydzi mieli ciężkie życie. Byliśmy tam niebogatymi, maluczkimi ludźmi’… ‘Ładna historia jest więcej warta niż prawda’ – będzie powtarzać.

- Chaja… Chaja… od tego będziesz piękna – mówi matka Gitel Rubinstein, smarując córkę odrobiną kremu. Gitel smaruje po kolei wszystkie osiem córek: Chaję, Paulinę, Różę, Reginę, Stellę, Cześkę, Mańkę, Ernę.

- Uroda da wam siłę i pomoże utrzymać miłość mężczyzny, którego poślubicie – uczy je Gitel.

Ale trzeba już coś zrobić z Chają, z jej przyszłością, ma 18 lat!

- Niech wyjdzie za mąż – mówi Hercel i znajduje dla córki bogatego wdowca.

Chaja nie wyjdzie za mąż za wdowca. Będzie to wspominać romantycznie: kochała wtedy innego, studenta, był piękny i biedny, poprosił o jej rękę, a ojciec wpadł w szał. Pokłóci się z rodzicami, wyjedzie do wuja do Australii. Zbije fortunę – na kremie.

Cesarzowa piękna

Kiedy Helena Rubinstein zmarła w 1965 r., jej majątek szacowano na 100 mln dol. Była jedną z najbogatszych kobiet świata. ‘Cesarzowa piękna’ – mówił o niej Jean Cocteau. Własnoręcznie stworzyła kosmetyczne imperium – zaczynając w Australii, poprzez Londyn, Paryż, Nowy Jork. Puderniczkę do jej pudru projektował Salvador Dali. Inicjały ‘HR’ do dziś są na najdroższych słoiczkach z kremem, reklamuje je Demi Moor.

- Nie ma kobiet brzydkich, są tylko leniwe! – przekonywała Helena Rubinstein.

- Niektóre kobiety nie kupią niczego, jeśli to będzie za tanie – odkryła też.

Pionierka kultury urody, kultury bez zmarszczek – pisze się o niej.

Kiedy zaczynała, w działach przyborów toaletowych można było kupić ledwie mydło i szczoteczki do zębów.

Mam coś, co inni chcą kupić

Już nie Chaja. ‘Helena Juliet’ – wpisuje imiona na liście pasażerów statku, którym płynie do Australii. Wuj ostrzegał w listach: ‘Życie tutaj różni się od waszego, klimat jest bardzo gorący…’. Helena zabiera parasolkę, kapelusz z wielkim rondem. Od matki dostaje 12 słoiczków kremu. Wuj mieszka w Corelaine, osadzie farmerów, hoduje owce, prowadzi sklep. Helena przyjeżdża i widzi ‘niekończące się pastwiska’. ‘Nienawidziłam Australii. Upał, smutek, brzydota…’ – wspomni.

Pracuje w sklepie, opiekuje się dziećmi wujostwa. Ma szansę zostać żoną farmera. Nie chce farmera.

Nie znosi słońca, chodzi w kapeluszu, smaruje twarz kremem.

- Słońce jest samobójstwem dla urody! – będzie powtarzać i pierwsza wyprodukuje potem krem z filtrem.

Ma mleczną cerę. Żony farmerów mają zniszczone twarze, podziwiają cerę Heleny, chcą spróbować jej kremu. Helena rozdaje słoiczki i pisze do matki, żeby przysłała następne. A potem następne…

‘Wiedziałam, że mam coś, co inni chcą kupić…’

Brzydka cera staje się ładna

Po trzech latach na prowincji Helena wyjeżdża do Melbourne. Po trzech kolejnych zakłada firmę handlującą kremem i salon piękności – prawdopodobnie pierwszy taki przybytek na świecie. Po trzech następnych ma na koncie 100 tys. dol., filie salonów w Sydney, Nowej Zelandii i zamówienia na krem z całej Australii. Australijki płacą za krem Heleny równowartość tygodniowej pensji. Ale to już nie był zwykły ‘krem’, lecz ‘Valaze’. – To nieźle brzmiało – tłumaczyła nazwę. Opowiadała, że jej matka dostała pierwszy słoiczek od sławnej aktorki Heleny Modrzejewskiej, a specyfik opracował ‘najsławniejszy doktor Lykusky’ – trudno dziś ustalić, czy było w tym coś z prawdy. Podkreślała, że krem importuje z egzotycznej Polski – ale jest pewne, że szybko zaczęła go przyrządzać w Melbourne, sama wkładała do słoiczków, naklejała etykietki…

Co było w słoiczku? ‘Mikstura ziół i esencja z migdałów, plus ekstrakt z kory pewnego drzewa iglastego’ – twierdziła. Pod wpływem mikstury zniknęły podobno nawet piegi, których nabawiła się australijska gwiazda Nellie Stewart. – Jest to najcudowniejszy znany mi preparat! – zachwycała się Stewart i użyczyła swego nazwiska do reklam Valaze. 15 tys. zamówień na krem zasypało Helenę, gdy w poczytnej gazecie w Sydney ukazał się entuzjastyczny artykuł o jej salonie. Bo Helena Rubinstein jako pierwsza pojęła, co należy dodać do słoiczka – reklamę, legendę, dobrą prasę.

Dwa tuziny kapeluszy

Podróżowała po Europie w 1905 r. – Wiedeń, Berlin, Paryż i modne uzdrowiska…

Dwie asystentki prosto z Wiednia? To siostra Cześka i kuzynka Lola. Potem ściągnie do pracy kolejne siostry, siostrzenice, siostrzeńców, kuzynki, kuzynów… W Europie uczyła się anatomii skóry, przywiozła wałki do masażu twarzy, środki odchudzające. Po powrocie zaczęła produkować Valaze do różnych rodzajów cery, śmietanki, toniki… Zaczęła się tytułować ‘naukowcem od urody’. Podkreślała, że w Krakowie rozpoczęła studia medyczne; przerwała je, bo mdlała na widok krwi. Nie mogła studiować medycyny w Krakowie, dziewcząt wtedy nie przyjmowano – poprawia biografka Lindy Woodhead, która prześledziła jej historię, co chwilę wykrzykując: było inaczej! Podróżując po Europie, Helena wstąpi do Krakowa. Szybko wyjedzie i nigdy na Kazimierz nie wróci.

‘Bagaż starczyłby normalnej osobie na dwuletnią podróż’ – opisze prasa jej krótki biznesowy wyjazd, w który Helena zabierze ‘dwa tuziny kapeluszy, dwa tuziny par butów’.

- Liczy się głównie blask – mawia.

Zamawia stosy sukien, kapeluszy, futer u najlepszych projektantów, pozuje w nich do zdjęć, a zdjęcia wysyła do prasy. Będzie to robić ‘dla reklamy’ przez całe życie.

Będzie nosić oszałamiającą masę biżuterii. Salvador Dali sportretuje ją przykutą do skały sznurami szmaragdów.

Skandal! Damy tam chodzą

Dama podjeżdża zakrytym powozem, wysiada na rogu Grafton Street. Twarz schowała za woalką, przechodzi szybko przez ulicę – i wchodzi do ‘tego’ salonu. Z okna na piętrze scenę obserwuje Helena Rubinstein, właścicielka Instytutu Piękności ‘Valaze’. Jest rok 1908, Londyn. Helena przyjechała tu z Australii sama i otworzyła jeden z pierwszych salonów piękności w Europie.

‘Dziś nawet mnie trudno uwierzyć, że kobiety wchodziły do niego tylnymi drzwiami, żeby nie narazić się na skandal’ – wspominała pół wieku później, jak wstydliwa była kwestia pielęgnacji urody w powiktoriańskiej Anglii. Ale okropny trądzik na twarzy pewnej wielkiej damy zniknął w tym salonie w cudowny sposób! (Rewolucyjna kuracja złuszczania naskórka). To ponoć wieść o tym kosmetycznym cudzie sprawiła, że do salonu Heleny zaczęły ciągnąć procesje. Po roku miała tysiąc stałych klientek – same świetne nazwiska. Na zapleczu londyńskiego salonu Helena zaczęła przyrządzać róż do policzków. I namówiła podobno żonę ówczesnego premiera Anglii, żeby pojawiła się z różem na twarzy w miejscu publicznym!

Kupuje więcej pereł

‘Madame’ – mówi do niej Edward Titus. Potem wszyscy będą tak się zwracać do Heleny Rubinstein.

Madame wyszła za mąż za Titusa.’Był jedynym mężczyzną, który pochłaniał moje myśli tak bardzo, że zapominałam o biznesie’ – wspominała. Nie byli dobrani, okaże się. Spotkali się w Melbourne, on też był polskim Żydem, podróżnikiem, dziennikarzem, miał ambicje literackie. To właśnie on zajął się tak skutecznie kampanią reklamową jej kremów; podobno sam pisał pod pseudonimami owe kryptoreklamowe artykuły do gazet. Miała 36 lat, kiedy się pobrali. Do czterdziestki zdążyła urodzić Horacego i Roya, a w międzyczasie otworzyć salony w Londynie i Paryżu. Helena chyba kochała Titusa. Titus kochał wiele innych kobiet. Czasem podejrzewała, że poślubił ją dla pieniędzy.

Spędzali miodowy miesiąc w Nicei. Zobaczyła swojego męża zatopionego w namiętnej rozmowie z piękną dziewczyną. Tak był nią pochłonięty, że żony nie zauważył. Helena uciekła, wpadła do najbliższego jubilera, kupiła sznur pereł, wsiadła do pociągu i wróciła do domu. ‘Zachowałam perły. I kiedykolwiek się potem kłóciliśmy, kupowałam więcej pereł. ?Klejnoty sprzeczki ? są jedną z moich słabości’ – wspominała 93-letnia Rubinstein. Miała coraz więcej pereł. Po 25 latach rozwiodła się z Titusem.

Święty obowiązek kobiety

- Nigdy nie czułam się tak cudownie! Masaż jest świętym obowiązkiem kobiety. Francuzki muszą go spełniać, jakżeby inaczej mogły utrzymać przy sobie kochanka? – zachwycała się, wychodząc z paryskiego salonu Rubinstein, sławna Colette, autorka odważnych obyczajowo powieści. Gdy jej słowa obiegły Paryż, lista zapisów do salonu się zapełniła. Helena otworzyła ‘Maison de Beauté’ w Paryżu w 1909 r. Oprócz kosmetyki twarzy zaczęła oferować klientkom nowoczesne zabiegi dla ciała, np. elektrolizę, hydroterapię, masaże…Ale co to był za masaż, który tak uwiódł Colette?

‘No wiecie, to nie był zwykły masaż, tam były pewne ekstrarzeczy…’ – wspominała Helena.

‘Zapewne były to wibratory’ – uważa biografka. Masaż waginy wibratorem był na przełomie XIX i XX wieku zalecany przez lekarzy jako remedium na kobiecą histerię powodowaną – jak diagnozowano – seksualnym niespełnieniem. Wibratory stały się wtedy tak popularne, że można je było znaleźć nawet w katalogach dla gospodyń domowych. Niemal na pewno Helena urozmaicała w ten sposób masaże w salonach – w Paryżu, Londynie i w Australii.

Nie mam czasu na zabiegi

Sama nie korzystała z zabiegów w swoich salonach. – Jestem robotnicą. Nie mam czasu…

Własnoręcznie robiła sobie co rano masaż podbródka – kilkanaście uderzeń dłonią. I wcierała krem.

Miała 150 cm wzrostu i dość łatwo tyła. Lubiła pieczone kurczaki i polską kiełbasę. – Kiedy się ciężko pracuje, trzeba jeść – mawiała. I wypróbowywała na sobie najnowsze diety. Wydała książkę ‘Dieta dla urody’, która stała się bestsellerem. Propagowała jedzenie surówek. – Musiałem wyciąć kilka cali z talii – zdradzał fotograf, jak retuszował jedno z jej zdjęć. Na niemal wszystkich fotografiach, przez całe życie – włosy czarne zaczesane w kok. ‘Na inną fryzurę nie miałam czasu…’ – wspominała. ‘Byłam najszczęśliwsza, pracując. Ludzie domagają się krótszego czasu pracy. Myślą, że mają potem coś ważniejszego do roboty. A to praca jest najważniejsza…’ – uważała.

Upadłe kobiety się malują

Kiedy w roku 1914 w Europie wybucha wojna, Helena płynie do Nowego Jorku. Jej pierwsze wrażenie: ‘Wszystkie kobiety miały twarze w okropnym białym pudrze i dziwnie szary kolor ust. Pomyślałam: to potężny rynek dla moich produktów!’ Ameryka okaże się dla niej kopalnią złota. W 1915 r. otwiera salon w Nowym Jorku, rok później w Bostonie, Filadelfii, Waszyngtonie, Chicago. Objeżdża kraj, namawia sprzedawców do zakładania w sklepach stoisk z jej produktami, wprowadza kosmetyki do domów towarowych w San Francisco i Cleveland, szkoli demonstratorki, które uczą kobiety makijażu. Kiedy zaczyna, w purytańskiej Ameryce szminka jest niemal niemoralna.

‘Jedynie kobiety opisywane jako ?upadłe ? stosowały make-up. ?Miłe dziewczyny ? nakładały troszkę ryżowego pudru na nos i wierzyły, że wiara w Boga uczyni je pięknymi’ – wspominała. Sufrażystki, wychodząc na ulice, żeby domagać się praw wyborczych dla kobiet, demonstracyjnie malują usta na czerwono. Dziesięć lat później Helena ma w katalogu całą paletę kosmetyków do makijażu: szminka Czerwona Malina i Czerwone Geranium, róż w odcieniu płatków róży, róż barwy cynobrowej pelargonii…

W roku 1927 Amerykanki kupią 2375 ton różu i 17 500 ton kremu. A w ankiecie przeprowadzonej kilka lat później wśród studentek 85 proc. przyzna się, że maluje usta. Wiele kupią od Heleny Rubinstein. Ale nie tylko od niej.

Ta Druga i polska mafia

‘Ta Druga’ – mówiła o swojej największej rywalce Elizabeth Arden. ‘Polska mafia’ – mówiła Arden o Rubinstein i jej firmie obsadzonej krewniakami. Kiedy Madame przyjechała do Ameryki, Ta Druga już tam była i od kilku lat sprzedawała z sukcesem swoje kremy. ‘Barwy wojenne’ – tak Lindy Woodhead zatytułowała symultaniczną biografię obu kobiet, które przez ponad pół wieku toczyły wojnę na kremy, szminki, pudry. Kiedy jedna wypuszczała na rynek nowy produkt – druga odpowiadała podobnym bądź lepszym. Arden podkupiła menedżera firmy Rubinstein – Madame zatrudniła jej byłego męża. Ta Druga miała wspaniały salon przy Piątej Alei w Nowym Jorku – Madame otworzy wspanialszy, przy Piątej Alei.

- Bywałyśmy na tych samych przyjęciach, ale nigdy się nie spotkałyśmy – podkreślała Madame. Helena raz zobaczyła Elizabeth w restauracji. – Ładna cera, dobry podbródek, ale za jaskrawy kolor farby do włosów jak na kobietę w jej wieku! – oceniła blond Tej Drugiej. Madame umrze pierwsza. – Biedna Helena! – westchnie Arden. ‘Żadna z nich nie odniosła zwycięstwa nad drugą. Obie okazały się triumfatorkami’ – podsumowuje Lindy Woodhead.

Zarabia sześć milionów

Niespodziewanie sprzedaje w 1928 r. akcje swojej firmy w Ameryce; dostaje za nie 7 mln dol.

- Chcę poświęcić się życiu rodzinnemu, wrócić do Europy i ratować małżeństwo – tłumaczy.

Kilka miesięcy potem na nowojorskiej giełdzie krach! Rok później Helena odkupuje swoją firmę za 1, 5 mln dol. Na giełdowym krachu zarabia blisko 6 mln.

Piękne rzeczy

Goście, którzy wchodzili do nowojorskiego apartamentu Madame przy Park Avenue, stawali oszołomieni. 26 pokoi zawieszonych od góry do dołu obrazami – Picasso, Paul Klee, Degas, Chagall, Matisse, Miró, Modigliani.

- Kupuję hurtowo – mrugnęła okiem, gdy ktoś dopytywał o ilość.

Kupowała zwykle u twórców, największych znała osobiście. Salvador Dali wymalował jej pokój stołowy.

Do tego rzeźby – 622 rzeźby afrykańskie, które uwielbiała, zapoczątkowując modę na tę sztukę. Do tego meble – wiktoriańskie krzesła obok chińskich stolików, tureckich lamp na dywanie projektu Miró. Spała na modernistycznym łożu z przejrzystego plastiku, w kształcie sań. Do tego masa innych ‘pięknych rzeczy’ – jak mówiła o swoich kolekcjach. Do tego domy. Na Wyspie Świętego Ludwika w Paryżu – z tarasem na dachu, z którego rozciągał się ‘najdroższy widok w Paryżu’ – w Londynie, Cannes, Buenos Aires… Kiedy umrze, katalogowanie jej ‘pięknych rzeczy’ zajmie rok, a aukcja, na której zostaną sprzedane, potrwa dziesięć dni.

Ale była skąpa!

Piękne stroje wliczała w koszty jako ‘ubrania robocze’, a zwrot dostawała z dwóch urzędów podatkowych – w Nowym Jorku i w Paryżu. Prawie wszystko wliczała w koszty. Bywała chorobliwie oszczędna.

- Elektryka jest taka droga! – rugała pracowników, chodząc po piętrach biurowca i gasząc światło.

Kiedy zatrzymywała się w hotelu, podobno nie telefonowała z pokoju, tylko z holu – było taniej. Potrafiła wysłać sekretarkę po przecenione pończochy – za 90 centów.

- Każdy, kto interesuje się pieniędzmi, musi studiować notowania giełdy – mawiała i robiła to codziennie rano, mając na sobie bawełnianą koszulę nocną za cztery dolary.

Co do dolara znała stan konta. Podczas zakupów wypadło jej z torebki kilka drobnych monet. – A tak się zastanawiałam, gdzie się zawieruszyły! – ucieszyła się. W papierowej torebce przynosiła do pracy lunch – pieczonego kurczaka, którego zjadała przy biurku, oszczędzając czas i pieniądze.

Przy tym wszystkim była czarująca, fascynująca, ludzie ją lubili.

Pierwszy wodoodporny tusz

Rewelacja! Kąpiele w mleku, bicze wodne, gimnastyka, a nawet stół termalny, na którym klientki relaksują się w promieniach podczerwonych! Takie rzeczy zaoferuje Madame w salonie przy Piątej Alei w Nowym Jorku w 1937 r. ‘Vogue’ będzie zachwycał się salonem na bitych pięciu stronach. Rewelacja! Rok 1939. Waterproof Mascara – pierwszy na świecie wodoodporny tusz do rzęs. Helena prezentuje go na Wystawie Światowej w Nowym Jorku. (Wcześniej wymyśliła spiralkę do rzęs!) W czasie wojny Madame zdobywa zamówienie na kosmetyki dla armii – amerykańscy żołnierze dostają środki do kamuflażu i dezodoranty w saszetkach z napisem ‘Helena Rubinstein’. Zbiera fundusze na Polski Czerwony Krzyż. W jej charytatywnych imprezach bierze udział Artur Rubinstein. ‘Lubiliśmy myśleć, że są między nami rodzinne związki, ale w rzeczywistości nie mogliśmy się ich doszukać’ – wspominała. Oprócz jednej siostry, która nie wyjechała z Polski, reszta rodziny Heleny przeżyła wojnę. W 1945 r. jedzie do Europy, paryskie i londyńskie siedziby zastaje zniszczone. Zabiera się do pracy. Rewelacja! Trzy lata po wojnie lansuje Jedwabny Puder. A potem pierwszy specyfik pojędrniający i pierwszy krem z witaminami… W latach 60. ma salony w 14 krajach, sprzedaje w ponad stu, zatrudnia 30 tys. osób.

Księżna i drugi mąż

Miała 66 lat, kiedy wyszła drugi raz za mąż. On był młodszy o 23 lata – Artchil Gourielli-Tchkonia pochodził z Gruzji i miał tytuł książęcy. Żeby się nie nudził, wyprodukowała serię kosmetyków z herbem Gouriellich – dla pań i panów. Jako pierwsza wkroczyła wtedy na rynek kosmetyków dla mężczyzn. Na Manhattanie urządziła też House of Gourielli – pierwszy salon piękności dla panów. Nie zarobiła na tym. Z drugim mężem była chyba szczęśliwa. Zmarł, gdy miała 77 lat. Nie była na pogrzebie, dzień po jego śmierci spakowała suknie i pojechała pozować Pablowi Picasso.

Diabeł Picasso

Kolekcjonowała własne wizerunki. Kiedy była w depresji, kiedy odnosiła sukces – zamawiała portret.

‘Ten diabeł’ – mówiła o Picassie. Znali się dobrze, nalegała, żeby ją malował. Kiedy się zgodził, wykonał ponad 40 szkiców, ale obrazu nie ukończył. Podobno wierzył, że jeśli skończy portret ponad 80-letniej wtedy Rubinstein – umrze przed nią. Ostatniego portretu nienawidziła. – O mój Boże! – zachwiała się, poprosiła o krzesło. – Czy ja tak wyglądam? Obraz jest wspaniały. Namalował go Graham Sutherland. Helena miała wtedy 86 lat. (Żeby wyglądać szczuplej, wlała w siebie przed sesją wybuchową mieszankę przeczyszczającą – po czym zemdlała i się posiniaczyła przy upadku). Na obrazie widać zmarszczki, plamy na skórze. ‘Świdrujące oczy wypatrują wyimaginowanego wroga, haczykowaty nos zdaje się wyczuwać jakiś nieprzyjemny zapach. Madame wyglądała jak mściwa autokratka’ – opisuje swoje pierwsze wrażenie Patrick O’Higgins, jej sekretarz.

Potem pogodziła się z obrazem, bo wystawiony w Tate Gallery w Londynie zdobył uznanie krytyki i rozgłos. A rozgłos Helena ceniła najwyżej.

- Pod wieloma względami była dla mnie kobietą tajemniczą – wspominał Sutherland sesję malarską. – Była wspaniała. Niska i małomówna, obdarzona siłą władczyni egipskiej. Miała wiele wątpliwości na swój temat i chyba tęskniła za innym życiem, ledwie przez nią wyobrażonym. Wyraziła się tak: ‘Mogłabym żyć bez całych moich pieniędzy. Gdybym nagle została biedna, mogłabym mieć szczęśliwe życie’.

Ostatni makijaż

- Nie ma znaczenia, jak bardzo kobiecie trzęsą się ręce, zawsze może umalować oczy – mówiła o starości.

Nie chciała o niej słyszeć. Dobiegała osiemdziesiątki, a sprawiała wrażenie o połowę młodszej – tak widział ją Patrick O’Higgins. Uderzająco młodo wygląda na swoim ulubionym zdjęciu ‘Madame Rubinstein w wieku 79 lat, w jedwabiach, sobolach i perłach’. Ale na innym, w tym samym wieku, widać zaznaczone czarnym pisakiem zmarszczki. Obok to samo zdjęcie po retuszu – gładka twarz.

- Przysięgam, skoro ja zmierzam do setki, to nie ma lepszego kremu! – 92-letnia zachwalała swój Wake-Up Cream (nowej wersji Valaze.)

Przekroczyła dziewięćdziesiątkę i miała pretensje do młodszych sióstr Mańki i Cześki, że odpoczywają, kiedy jest tyle do zrobienia. – Co nowego?! – budziła pracowników z drzemki, wchodząc do biura. Do końca władała firmą, nie bagatelizowała nawet najdrobniejszych spraw. Podczas jednego z porannych zebrań (odbywała je często w sypialni) wpadła w taką furię na widok nieudanego projektu opakowania kremu, że cisnęła pudełkiem o ścianę, spadła z łóżka i złamała rękę. Zdarzało się już na samym końcu, że podczas zebrań przysypiała. ‘Było słówko, na którego brzmienie natychmiast się budziła. Wystarczyło powiedzieć ?dolar ? albo ?funt ?’ – wspominali pracownicy. Nosiła w torebce kilkunastostronicowy testament i cały czas wprowadzała w nim poprawki. Fortunę rozdzieliła głównie między najbliższą rodzinę. Nie zapisała im jednak gotówki, utworzyła rodzinny zarząd powierniczy, zmuszając wszystkich do dalszej pracy. Na długiej liście spadkobierców byli też współpracownicy, służba, znajomi. Najbardziej zaufanym podwładnym zostawiła po tysiąc dolarów, wielu było rozczarowanych.

Była w biurze, kiedy dostała wylewu. Ocknęła się i chciała się zabrać do pracy. Zmarła następnego dnia w szpitalu – 1 kwietnia 1965 r. O śmierci Madame pisano w gazetach na całym świecie. ‘New York Times’ poświęcił jej cztery kolumny. Kilka tysięcy osób podpisało się w księdze kondolencyjnej.

Do trumny ubrano ją w ulubiony kostium z brokatu od Yves Saint-Laurenta. Założono sznur czarnych pereł, o których mówiła ‘najlepsze’. Włosy ufarbowano, ułożono w kok. Wizażystka z nowojorskiego salonu umalowała jej twarz. ‘Szczęka, nos, kości policzkowe były silne, foremne i upudrowane najpiękniejszym odcieniem lila, jaki kiedykolwiek widziałem’ – opisuje O’Higgins. ‘Jej skóra różowiła się, włosy lśniły, była praktycznie bez zmarszczek, a niebieskie żyły na czole wydawały się narysowane przez doskonałego artystę’. Zmalała jeszcze, przypominała lalkę. Wszyscy mówili, że wyglądała pięknie.

Korzystałam m.in. z książek: Lindy Woodhead ,,Barwy wojenne. Helena Rubinstein i Elizabeth Arden’, przeł. Renata Gorczyńska, Warszawa 2004; Helena Rubinstein ,,My life for beauty’, New York 1966; Patrick O’Higgins ,,Madame. An intimate biography of Helena Rubinstein’, New York 1971; Susan Slesin ‘Over the top’, New York 2003.

tfa485wall-decoration-for-helena-rubinstein-c-1942-posters.jpg

z4345875x.jpg

Źródło: Wysokie Obcasy

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,4343900.html

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks