http://data2.blog.de/media/365/1075365_86d4f242b9_m.jpg

Podobno nie jest dobrze mieć sławnych rodziców, ale prawdziwy pech to mieć za ojca ALBERTA EINSTEINA  dowodzi ujawniona niedawno prywatna korespondencja genialnego fizyka.

Wywalony jęzor Alberta Einsteina  jak można nie lubić faceta, który tym gestem pokazuje, jak bardzo nie obchodzi go mieszczańska poprawność. Pan jest niegrzeczny, panie Einstein. Tak nie wypada. Zgorszenie. Skandal! Takich głosów, które przecież musiał wzbudzić jego gest, Einstein nie miał w zbytnim poważaniu. Z wielu względów uważa się go za ojca XX wieku. Jego język pokazany fotoreporterowi jest ikoną współczesnego luzu obyczajowego, który większość z nas, całkiem słusznie, wysoko sobie ceni.
Ale potomkowie Einsteina mają powody, by za tym zdjęciem nie przepadać. Ich genialny przodek swoim bliskim też całe życie pokazywał język. Zamiast radzić sobie z dorosłością, uciekał w fizyczne i matematyczne dociekania, w których dowodził własnej wielkości. Niestety, jego życie prywatne było jednym wielkim błędem, a dzieci Einsteina cierpiały z tego powodu szczególnie.

Czworonożni synowie

8 lipca 1986 roku zmarła Margot Einstein, pasierbica Alberta. Zgodnie z testamentem ponad trzy tysiące listów do jej ojczyma i od niego, ostatnia tak duża porcja korespondencji genialnego fizyka, trafiło do Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Wcześniej tę właśnie uczelnię uczynił spadkobiercą całego swojego archiwum sam Einstein. Margot zastrzegła, że oddawane przez nią listy nie mogą być udostępniane opinii publicznej wcześniej niż 20 lat po jej śmierci. Obawiała się, że ich treść może zranić żyjących jeszcze członków najbliższej rodziny. I słusznie.
Drogi przyjacielu Zangger,
Twój list o stanie zdrowia mojego najmłodszego przeraża mnie mniej, niż myślisz. To zasłużona kara za zbyt pochopne podjęcie przeze mnie najważniejszej decyzji w życiu. Począłem dzieci z osobą niskiego stanu, fizycznie, jak też moralnie, i nie mogę narzekać, jeśli one również takimi się staną. Kiedy dorosną, to mnie uznają za winnego tego stanu rzeczy i, niestety, będą miały rację. [...] Sama myśl, że mogłem począć pełnowartościowe potomstwo z inną kobietą, czyni mnie bardzo nieszczęśliwym. [...] Pocieszam się faktem, że przecież owoce mojej pracy też są przedłużeniem mojego życia. Radosna świadomość, że dokonałem czegoś tak trwale produktywnego i wyzwolicielskiego, jest dla mnie pocieszeniem, którego nic nie zmąci. Z tą myślą będę wiedział, jak znosić los moich dzieci, jaki by on nie był ciężki. Ach, gdyby tylko celem przeklętego popędu do płodzenia dzieci nie było przedłużanie niedoli w nieskończoność! [...] Cywilizowana część ludzkości jest zagrożona przez ten popęd, wspierany dodatkowo przez sztukę medyczną, która pozwala osiągnąć wiek rozrodczy czemuś, co samo z siebie nie byłoby w stanie utrzymać się przy życiu. Byłoby niezwłocznie konieczne, aby lekarze prowadzili swego rodzaju rozpoznanie, z prawem i obowiązkiem bezwzględnej sterylizacji, w celu oczyszczenia przyszłości?.*
Tak w lutym 1917 roku Einstein pisał z Berlina do swego najlepszego przyjaciela, fizjologa Heinricha Zanggera, który w Zurychu opiekował się jego rodziną. Starszym synem Hansem Albertem, chorym na zapalenie płuc Eduardem i żoną Milevą Marić cierpiącą na depresję. Za jednym zamachem Einstein ujawnił swoje poparcie dla ówczesnych teorii eugenicznych, wedle których ludzkość należy udoskonalać drogą doboru genetycznego, i przekonanie, że kobieta, z którą spłodził swe potomstwo, jako Serbka jest ?niższa fizycznie i moralnie?. W czasach ich młodzieńczej miłości, podczas studiów w Zurychu, matka Einsteina szalała z nienawiści do słowiańskiej dzikuski, wybranki serca swojego syna. Wtedy młodego Einsteina postawa matki napawała odrazą. Kilkanaście lat później najwyraźniej przyznał jej rację.
W 1920 roku w liście do Elsy, swej drugiej żony, zdradził, że jego synowie ?pomimo całej swej inteligencji? mają w sobie coś ?czworonożnego?. Uznał, że nie są oni jego ?doczesnym przedłużeniem?. Raziły go ich ?duże, szerokie dłonie?. Dokładnie w tym samym czasie w Berlinie, gdzie wówczas mieszkał Einstein, szalała antysemicka nagonka przeciwko jego teoriom, rzekomo fałszywym, i jego sławie, rzekomo wspieranej przez żydowską klikę.

Srajmy na ten Świat

Albert Einstein urodził się w patrycjuszowskiej rodzinie żydowskiej w Ulm w Szwabii, w 1879 roku. Jego ojciec nie miał głowy do interesów, ale stryj wszedł w branżę elektryczną ? wielką nowość tamtej epoki ? czym zapewnił byt całej rodzinie. Gdy konkurencja Siemensa i innych dużych spółek elektrycznych wyparła Einsteinów z południa Niemiec, przenieśli się do Lombardii, gdzie stawiano dopiero pierwsze kroki w elektryfikacji.
Albert trafił na studia do Zurychu, wielkiego ośrodka nauk ścisłych i skupiska studentów ? a zwłaszcza studentek ? z Europy Wschodniej. Mileva Marić była o cztery lata starsza od Alberta, pochodziła ze starej serbskiej szlachty z Wojwodiny i jak wiele młodych kobiet tamtych czasów miała wielkie ambicje naukowe. Od dziecka kulała, a ciemna południowosłowiańska karnacja wyróżniała ją z tłumu szwajcarskich studentów. Alberta urzekła swoją pasją do fizyki. On ją  tym samym.
Ich rodziny uznały związek za mezalians. Ale Mileva i Albert marzyli o wspólnym poświęceniu się nauce, a nie o stabilnych, mieszczańskich ożenkach. ?Pozostaniemy studentami na całe życie, a reszta świata gówno niech nas obchodzi? ? tak pisał Albert w 1902 roku do swej narzeczonej, która dopiero co doniosła mu o ciąży. Einstein właśnie wystarał się o stanowisko w urzędzie patentowym w Bernie, które nie kolidowałoby z jego karierą naukową. Mileva na wieść o posadzie musiała czekać na wygnaniu, u rodziców w Nowym Sadzie. Młody Żyd ze słowiańską narzeczoną noszącą jego nieślubne dziecko na żaden porządny urzędniczy etat nie mógł liczyć. Albert ze świeżo obronionym doktoratem szczebiotał w liście do Milevy, że ?gdy staniesz się moją drogą żoneczką, poświęcimy się całkowicie naszej wspólnej pracy naukowej, żeby nie stać się starymi filistrami, prawda??.
Niemal na każdej stronie listów młodego Einsteina do Milevy przeczytać można o panicznym lęku przed filisterstwem, mieszczańską stabilizacją. Po rozwodzie, w lutym 1919 roku, wzbrania się przed ślubem ze swą kochanką Elsą Loewenthal. Pisze do niej: To nie brak uczucia odstrasza mnie coraz bardziej od małżeństwa. To strach przed wygodnym życiem wśród ładnych mebli [...], przed staniem się jakimś sytym burżujem?.
Ale niechęć Einsteina do filisterskiego życia wśród ładnych mebli nie kłóciła się z poglądem, że on, Einstein, powinien żyć na jakimś słusznym poziomie. Choćby kosztem zdrowia swej żony i młodszego syna, u którego stopniowo rozwijały się objawy schizofrenii. 12 czerwca 1917 roku pisał do przyjaciela:
Twój ostatni list zmartwił mnie, ponieważ widzę, że utrzymanie mojej chorej familii osiągnęło rujnujące właściwości. Moje dochody netto (po odliczeniu podatków etc.) ograniczono do 13 000 marek [...]. Z tego potrzebuję dla siebie 5000 marek, przynajmniej po to, żeby sprawić pozory, że utrzymuję poziom życia, którego się ode mnie słusznie oczekuje. Jeśli nie miałbym zaoszczędzić nawet jednego centa, pozostaje 8000 marek [...]. Więcej nie mogę dać ani dawać nie zamierzam. Trzeba znaleźć sposób, by to wystarczyło [...]?.

Wysiadywanie kurczaczków

Presja społeczna, wobec której Einstein tak chętnie deklarował sprzeciw, pierwszy raz zwyciężyła nad genialnym fizykiem już u progu dorosłego życia. Gdy Albert cieszył się z pierwszej posady w Bernie, rodzina Milevy musiała szukać kogoś, komu mogłaby oddać wstydliwy owoc romansu córki. Owoc ten był dziewczynką i miał na imię Lieserl. ?Sam chciałbym kiedyś urodzić taką Lieserl, to musi być takie interesujące? ? pisał Einstein w odpowiedzi na wiadomość, że stał się ojcem. Zadumał się nad tym, że dziecko, rodząc się, od razu umie płakać. Śmiać uczy się dopiero później.
Czy Lieserl miała w życiu powody do śmiechu ? nie wiadomo. Napisana niecały rok później ostatnia wzmianka o córeczce w liście Einsteina do Milevy, którą poślubił w styczniu 1903 roku, brzmi: ?Jako co zarejestrowałaś dziecko? Musimy być ostrożni, by nie sprawić jej kłopotów w przyszłości?. O przyszłości Lieserl Einstein nie wiadomo kompletnie nic. Szwadrony biografów nie dotarły do żadnego śladu po niej. Przepadła jak kamień w wodę.
Gdy Mileva załatwiała w Wojwodinie adopcję córki, okazało się, że jest w kolejnej ciąży. Tym razem prawowitej. List do męża musiał być przepełniony obawami, skoro Einstein odpowiedział słowami: ?Nie jestem w najmniejszym stopniu zły, że z mojej biednej Dollie wykluje się kolejny kurczaczek. [...] Poza tym nie powinno się odmawiać ci tego, co jest prawem wszystkich kobiet?.
Kolejny kurczaczek  Hans Albert Einstein, pierwszy syn twórcy teorii względności ? okazał się dzieckiem trudnym, ale wszechstronnie uzdolnionym. Los umieścił go między młotem a kowadłem rozstających się w okropnym stylu rodziców. Korespondencja między ojcem a synem z okresu, kiedy Einstein żył już w Berlinie, pełna jest czułości i nieufności. Albertli (tak nazywano Hansa w rodzinie) chwali się ojcu postępami w grze na fortepianie, dzieli się swą pasją modelarską i ustawicznie ponawia prośby o powrót ojca: ?Gdybyś napisał, że przyjeżdżasz, byłby to dla nas najlepszy zajączek wielkanocny. My tu żyjemy całkiem dobrze, wiesz, ale gdyby Mama zachorowała któregoś dnia, nie wiem, co bym zrobił. [...] Choćby z tego powodu byłoby lepiej, gdybyś był z nami? ? pisze wiosną 1915 roku. Ojciec zawiera w listach mnóstwo miłości, ale wciąż odwleka zapowiadany przyjazd i obietnice wspólnych wakacji w Alpach. Stopniowo jednak pojawiają się przestrogi przed wpływem matki. Albertli odpisuje: ?Jeśli jesteś dla niej tak niemiły, ja wcale nie chcę z tobą nigdzie jechać?. W listach do Zanggera Einstein skarży się, że Mileva ?zatruwa? umysły jego synów, i ostrzega go, by nie wierzył jej słowom. Zangger i drugi z najbliższych przyjaciół Einsteina Michelle Besso są jednak zgodni, że to Albert postępuje niewłaściwie. Korespondencja pomiędzy nimi trzema bywa chwilami ostra i pełna gorzkich słów. Berliński związek Einsteina z Elsą, rozwódką z dwoma córkami, przyjaciele uważają za gorszący, a szczególnie plany Alberta, by odebrać Milevie synów i chować ich wspólnie z Elsą.

Wielki poprzednik Woodyego Allena

Einstein postępował nie najlepiej nie tylko wobec własnych dzieci. Elsę Loewenthal, kuzynkę ze strony matki i równocześnie krewniaczkę ze strony ojca, poznał podczas wyjazdu naukowego do Berlina już w 1912 roku. Kuzynka nigdy nie była atrakcyjną kobietą ? raczej uosobieniem niemieckiej Gemuetlichkeit, ciepłą, przytulną panią o rozłożystej sylwetce. Co innego jej córka Ilse. Ta miała wówczas 15 lat i właśnie przepoczwarzyła się z dziecka w smakowitego podlotka. Romans pomiędzy Albertem a Elsą zaczął się kilka lat później, gdy fizyk zachorował podczas kolejnego pobytu w Berlinie na żółtaczkę i wrzody żołądka, a kuzynka otoczyła go nader troskliwą opieką.
W 1919 roku, po rozwodzie z Milevą, Einstein opierał się żeniaczce z kochanką. Przyparty do muru wyznał, że nie wie, czy wybrać matkę, czy córkę, wówczas już 22-letnią. W opublikowanym w lipcu liście do Elsy Albert wyznaje, że swą pasierbicę Ilsę kocha ?bardziej niż córkę?. Czynił jej też awanse. Dziewczyna jednak była wówczas zakochana w kimś innym i wizja romansu, a tym bardziej małżeństwa z 40-letnim geniuszem, który właśnie osiągnął szczyt sławy, jednak jej nie skusiła. Biograf Einsteina Dennis Overbye nazwał ten epizod ?momentem woodyallenowskim?, nawiązując do słynnego zwrotu od matki ku pasierbicy wykonanego w 1997 roku przez nowojorskiego reżysera. Ilse zmarła na raka w 1934 roku, jej matka Else w 1936. Obie aż do śmierci musiały czytać osobliwe listy od Alberta, w których on lamentował nad swym nadmiernym powodzeniem u kobiet, dzielił się wrażeniami z kolejnych romansów i próbował zasięgać porad, jak postępować z przedstawicielkami płci pięknej, które same pchały mu się w ramiona. Listy do złudzenia przypominają tekst wielkiego przeboju zespołu Wilki o niejakiej Baśce, co to ?miała fajny biust?. W piosence padają imiona ponad 20 dziewczyn, z którymi rzekomo romansował podmiot liryczny. W listach Alberta do żony i pasierbicy imion jest trochę mniej. Ethel, Stella, Betty, Toni, dwie Margarety, w tym jedna, Konenkowa, która okazała się rosyjską agentką, i tak dalej. Z wymienionymi paniami Albert podróżował, żeglował, chadzał do teatru. Biograf Dennis Overbye żartuje, że ?w odkryciu teorii względności przez Einsteina chodziło tylko o to, by podupczyć.

Jedyne zaniechanie

Dla wielu osób tajemnicą było, czemu Einstein trwa przy swojej drugiej żonie. Odpowiedź, być może, znajduje się w wypowiedzi Charliego Chaplina o Elsie, którą poznał w 1931 roku: ?najwyraźniej sprawiało jej satysfakcję, że jest żoną owego wielkiego człowieka, i nie starała się tego ukrywać; jej entuzjazm był ujmujący?. To był zupełnie inny związek niż z Milevą, dla której dzień, kiedy ogłoszono przyznanie Nagrody Nobla małżeństwu Skłodowskiej i Curie, był jednym z boleśniejszych momentów życia. Mileva z Noblem miała tyle wspólnego, że w umowie rozwodowej Einstein przyznał jej część pieniędzy z nagrody, którą spodziewał się dostać. Resztę życia spędziła, walcząc z depresją i opiekując się Eduardem. Po śmierci Milevy w 1948 roku w jej materacu znaleziono 80 tysięcy franków. Miejsce jej pochówku pozostaje nieznane.
Albertli, który został profesorem inżynierii hydraulicznej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, po śmierci Einsteina w 1955 roku powiedział prasie, że przypuszczalnie był ?jedynym przedsięwzięciem, którego ojciec zaniechał?. Zapomniał o jeszcze jednym zaniechaniu ojca. O swoim młodszym bracie.
Cierpiący na schizofrenię Eduard od 1932 roku aż do śmierci w roku 1965 przebywał w zakładzie zamkniętym. Albert Einstein ostatni raz odwiedził swego ukochanego dawniej syna w 1934 roku. Przez następne 21 lat wciąż wykłócał się o koszty opieki nad Eduardem. Syn genialnego fizyka był w klinice Burghoelzi pacjentem trzeciej, najniższej kategorii. n

*Wszystkie cytaty z listów pochodzą z archiwum Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Korzystałem z biografii ?Einstein in Love? autorstwa Dennisa Overbye?a.
Marcel Andino Velez

http://przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1983&Itemid=50

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks