***

Uścisk niedźwiedzia o masie ponad tonę

dociska do błota na butach cienia.

Spoczynek męczący dla ducha,

jerozolimskie klimaty tuaczki zbawienia.

Nie mogę trwać dłużej w bezruchu i

spoglądać mniemrawo na bohatera dnia.

Ulatniająca się bańka pęknie od zaostrzonego gwoździa.

Tutaj.

Tutaj jstem.

Przecież postać to postać wyrażenia.

Utorzswamiając się z drewnem

romansuję z samotnością.

Dusza wyje,

wzgórza omndlałe swoim pięknem jakże kuszą.

Ciała powabne rozpustnym oddechem

przytłaczają wątłe pozy słów.

Metamorfozy Picassa odwołał piorun,

złociste kamienie zatopione w jeziorze,

utopia dążenia do celu.

Niedorzeczne pytanie

odwrócone przeciw istnieniu.

A ja wciąż stąpam po cienkim lodzie.

***

Kamień i stołek,

dwie różne rzeczy.

Woda i stół nie posiadające wspólnych instrumentów.

Obręcz łabędzich naszyników obwiewa zakonnice

w przestworzach wyobraźni.

Prześcieradło założył wiher i

teraz szaleje opętany pięknem złudzenia.

Uf … co z wspaniała reflekcja

nad zboczem stromym.

Proszę zamknąć oczy.

Nie pojmie nikt myśli na stołku z kamieni,

stół tonący we wrząku nie pozowli sporzyć posiłku.

Odkrywa ponadczasowa pokrywa

kalendarzem wytworne przypuszczenia.

Grą w lustro brnie,

nie odda prezydentowi dyspotyzumu.

Gdzie jego dobro stwórcy.

To niemądre wywłoki zaprzepaściły raj.

Publicysta spalony na stosie żandarmerii,

trudna sprawa,

ciężka wyrpawa.

Test intelektualny wykazujący iloraz inteligencji,

znaczy to pośpiech bogini głupoty dziedzicznej.

Park przesycony zapachem apaszki

jagnięcia o nóżkach giętich i skocznych.

Smrud wyolbrzymia uczucia,

ale to chyba normlane.

Apatia grzybem pod brzuską.

Po deszczu kiełkuje ogólnie przyjęty

kierunek przez normy większości.

To nie Bóg jest przesłaniem niepowodzeń.

Lecz okryte samobójstwem karawany szkieł brudu.

***

Dosyć mlaskania powiekami w potrzasku!

Ty jesteś łajdak,

wiesz!

Korupcja przywlekła swoje owrzodzone szpony,

ty to jesteś przybłęda,

wiesz!

My tu,

on tam

co za różnica skoro

i tak zdechniemy z trawą pełną ust.

O dziecko,

dzieciątko dzisiaj dzień zagłady,

zanotowana pamiętna data.

Och jak mi żal kolejnego skorumpowanego istnienia.

Obślizgła krowa walczy na szable

z mrówką pracowitą.

O ty głupcze biada tobie za przykrych losów bieg.

Rozpamiętywanie krzywd już nie nasyci

tyrana zza rzeki błotem obarczonej.

Ty to jesteś lekkomyślny parobek,

świat na żądanie nie przymknie okien gdy zewnętrzna zagłada

grozi posmakiem trzaskanych talerzy.

Socjalistyczne wybryki pchnęły niemyślących do posagu działania na rzecz poskrońcy.

Ty to jesteś punktem pośród molosów,

wiesz!

Śmieszna sprawa wynikła,

przekazowa antena zaczerwieniona ze wstydu,

popatrz to kruk upadł,

nie żyje!

***

Marzenie sennej kobiety

Stanął na przeciw,

spoglądał z oburzeniem na popełnione błęy.

Ona jak anioł,

przenigdy tak pięknie

słońce w jej dłoniach nie wyglądało.

Zmrużyła oczy,

napięła ciało,

zaczęła opowiadać bajeczne

tęsknoty zdradzonej pani.

On trzymał się spódnicy kochanki i ze

wstydem wysłuchiwał ostatniej już skargi.

Włosy za mgłą zachęcały,

usta namiętności wabiły więźnia,

który raczył wzgardzić przed dniami

paroma chustą nasiąkniętą

najdroższymi perfumami.

Już nigdy nie poczuje jej smaku,

giętkości,

rytuału.

Piękna kobieta powstała,

głowa jak liść na wietrze kołysała się w rytm żalu.

Sala pełna a on tylko

dostrzegał jej nagie uda spod halki przejrzystej.

Światłą pogasły,

publiczność zatraciła się w ciemnościach,

bogini odeszła,

on pozostał ze zwiędłą różą pomyłki.

Powielanie, przetwarzanie i dalsze rozpowszechnianie treści i materiałów zamieszczonych w powyższym tekście , w jakikolwiek sposób, w całości lub w części, bez wcześniejszej pisemnej zgody autora jest zabronione.

Lubisz ten wpis? Podziel się:
  • Digg
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • FriendFeed
  • LinkedIn
  • MySpace
  • PDF
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks